Thomas cofnął się o krok.
Drobny ruch.
Ale go widziałam.
Camille oddychała, jakby biegła kilometrami w deszczu.
„Trzy lata temu, zanim zniknął z mojego życia z Léą, Thomas czasami opiekował się córką jednego z moich kolegów. Małą siedmioletnią dziewczynką o imieniu Inès. Mówił wszystkim, że jest jego siostrzenicą, że jest chora, że potrzebuje pieniędzy na leczenie, zbiórki, fundraising… Robił to w firmie mojego kolegi, w szkole dziewczynki, a nawet u sąsiada, który miał piekarnię w Vénissieux. Kiedy odkryliśmy prawdę, zniknął. Potem wrócił, mówiąc, że się zmienił”.
Thomas sięgnął po mój telefon.
„Rozłącz się, Claire. Ta kobieta jest szalona”.
Wstałam.
„Nie podchodź bliżej”.
Mój głos był cichy.
Ale stanowczy.
Tak stanowczo, że nawet Madame Hélène, która stała za drzwiami, udając, że nie słucha, milczała.
Camille kontynuowała wolniej:
„Nigdy nie porzuciłam córki. Thomas mi groził. Powiedział, że jeśli będę nalegać na spotkanie z Léą, powie, że narażam ją na niebezpieczeństwo. Wysyłał mi zdjęcia jej śpiącej, ale nigdy nie pozwalał mi z nią rozmawiać. Zawsze powtarzał, że to ty odmawiałaś”.
Coś we mnie pękło.
To nie była tylko złość.
To był wstyd.
Wstyd, że uwierzyłam, nawet w milczeniu, w historię, którą wymyślili na temat Camille.
„Przyjdź jutro” – powiedziałam. „Ale nie przyjeżdżaj sama. Weź ze sobą prawnika, dowody, wyciągi bankowe, wszystko”.
„Już jadę do Lyonu” – odpowiedziała. „Wyjechałam z Grenoble, gdy tylko usłyszałam nagranie”.
Thomas parsknął suchym śmiechem.
„Wy dwoje tworzycie niezły dramat”.
Spojrzałam na pendrive leżący na stole.
„To nie dramat, Thomas. To dowód”.
Wyraz jego twarzy się zmienił.
Maska zmartwionego męża rozpłynęła się jak tania farba pod wodą.
W końcu zobaczyłam mężczyznę, który chował długi w szufladach, leżał pod poduszką i miał strach w oczach dziecka.
„Nie wiesz, z kim masz do czynienia” – mruknął.
„Tak, wiesz” – odpowiedziałam. „Mój mąż. Dlatego moja ręka już się nie trzęsie”.
Nie zmrużyłam oka tej nocy.
Zastawiłam drzwi sypialni krzesłem i spakowałam torbę.
Włożyłam akt urodzenia, dowód osobisty, umowę o pracę, paski wypłat, kopię nagrania audio, wydrukowane wiadomości i dwie zmiany ubrań.
Wsunęłam też rysunek, który Léa zrobiła w szkole: trzy małe kobietki trzymające się za ręce. Ona, ja i kobieta bez twarzy.
O piątej rano, gdy Lyon budził się odgłosem pierwszych autobusów i zapachem świeżego chleba, przyszła po mnie moja prawniczka, Maître Nora Benali.
Thomas spał na sofie.