CZĘŚĆ 2
Myślałam, że się przesłyszałam.
„Słucham?”
Monique nawet nie spojrzała w dół.
„Bastien musi odejść porządnie. Trzy tysiące euro to niewiele, żeby uratować człowieka”.
Zaśmiałam się nerwowo.
„Człowiek, który nie chce ratować samego siebie?”
Bastien rzucił serwetkę.
„Uważaj na słowa”.
Monique pochyliła się w moją stronę.
„Jeśli odmówisz, powiem Hugo, że gardzisz jego rodziną. Powiem mu, że mnie obraziłeś. Że chcesz go od nas odebrać”.
Poczułam, jak napływają mi łzy.
Nie ze strachu.
Z wściekłości.
„To mu powiedz”.
Uśmiechnęła się.
„Uwierzy swojej matce”. W tym momencie klucz przekręcił się w zamku.
Drzwi się otworzyły.
Hugo był tam. Trzymał w ręku torbę z robotą.
Miał bladą twarz.
Nikt się nie odezwał.
Monique gwałtownie wstała.
„Hugo! Wróciłeś wcześniej?”
Nie odpowiedział.
Jego wzrok był utkwiony w fakturze, potem w umowie kredytowej, a potem we mnie.
„Ile to już minęło?” zapytał.
Mówił cicho.
Monique próbowała się roześmiać.
„Nie rób takiej miny. Amélie robi z tego wielką aferę. Rozmawialiśmy tylko o tym, żeby pomóc twojemu bratu”.
Hugo spojrzał na Bastiena.
„Jak długo ona za ciebie płaci?”
Bastien wzruszył ramionami.
„Przesadza. Nic takiego”.
Hugo podszedł do stołu.
Wziął koperty.
Jedną po drugiej.
Otworzył je.
Rachunki.
Przelewy.
Faktury.
Ręce mi się trzęsły.
Nigdy nie chciałam, żeby dowiedział się w ten sposób.
Nie wśród zimnego makaronu.
Nie z jego matką przede mną.
Nie z moim wstydem rozłożonym na stole.
Hugo rzucił mi spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę.
Nie był na mnie zły.
Był załamany.
„Amélie… dlaczego mi nie powiedziałaś?”
Wyszeptałam:
„Bo powiedziała, że zniszczę twoją rodzinę”.
Hugo zamknął oczy.
Kiedy je otworzył, coś się zmieniło.
Odwrócił się do matki.
„Moja rodzina to moja żona”.
Monique zbladła.
„Nie mów tak do swojej matki”.
„To nie traktuj mojej żony jak portfela”.
Bastien wstał.
„Wybierzesz żonę zamiast brata?” Hugo spojrzał na niego zimno. „Nie. Wybiorę prawdę zamiast twojego wstydu”.
Monique zaczęła płakać.
Jak zwykle.
Te, które pojawiły się, gdy straciła panowanie nad sobą.
„Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem…”
Hugo położył przed nią umowę pożyczki.
„Chciałeś ją zmusić do podpisania tego?”
„To było dla Bastiena”.
„To było w jego imieniu”.
„Jest częścią rodziny!”
Hugo uderzył dłonią w stół.
„Dokładnie. I wymęczyłeś ją na osiem miesięcy”.
Zapadła cisza.
Potem powiedział do Bastiena:
„Weź płaszcz. Wynoś się”.
Bastien prychnął szyderczo.
„Nie wyrzucisz mnie”.
Hugo otworzył drzwi.
„Tak. Teraz”.
Monique stanęła przed nim.
„Jeśli twój brat odejdzie, ja też odejdę”.
Hugo odpowiedział:
„Więc weź swoją torbę”. To zdanie odbiło się echem w mieszkaniu jak wyzwolenie. Monique patrzyła na niego oszołomiona.
Czekała, aż się wycofa.
Nie wycofał.
Bastien rzucił obelgi.
Monique płakała.
Wyszli.
A kiedy drzwi się zamknęły, osunęłam się.
Hugo wziął mnie w ramiona.
Myślałam, że mnie przeprosi.
Przeprosił.