W Wigilię, o 5:58 rano, Lucie weszła do pokoju matki z pogniecioną notatką w dłoniach i drżąc zapytała, czy dziadkowie już jej nie kochają.
Claire otworzyła oczy w ciemności, wciąż ospała. Jej siedmioletnia córka stała przy łóżku w piżamie, z rozczochranymi włosami i mokrymi policzkami. Ściskała pustą kartkę papieru, jakby bała się, że ktoś jej ją wyrwie.
„Mamo… obudź się”.
Claire usiadła prosto.
„Co się stało? Źle się czujesz? Zrobiłaś sobie krzywdę?”
Lucie pokręciła głową i podała jej kartkę.
„Znalazłam ją na kuchennym stole”.
Claire natychmiast rozpoznała nerwowy charakter pisma matki. Wiadomość miała tylko dwie linijki.
„Pojechaliśmy na Gwadelupę. Dziękujemy, że wyprowadziłaś się z domu po powrocie”. „
Nic więcej. Żadnego „Wesołych Świąt”. Żadnego podpisu. Nawet wyjaśnienia dla dziecka, które mogłoby się na to natknąć.
Claire przeczytała list trzy razy, jakby listy miały w końcu ułożyć się w mniej okrutne zdanie.
„Czy babcia to napisała?” wyszeptała Lucie.
Claire położyła kartkę na kolanach.
„Sprawdzę”.
Szła boso korytarzem. Dom jej rodziców w Suresnes zdawał się być pusty. Żadnego ekspresu do kawy, żadnych głosów, żadnych walizek przy wejściu. Jeszcze dzień wcześniej jej ojciec zostawił swój absurdalny słomkowy kapelusz na wieszaku, a matka przez całą kolację rozmawiała o kremie z filtrem. Teraz samochodu nie było, podobnie jak płaszczy podróżnych, a sypialnie były puste.
Claire zadzwoniła do matki. Poczta głosowa. Potem do ojca. Poczta głosowa. Spróbowała ponownie, już pewna, że odfiltrowują jej połączenia.
Kiedy wróciła, Lucie się nie ruszyła.
„Wyjechali?”
Claire poczuła, jak coś w niej pęka.
„Na razie tak”.
„Bez nas?”
Tym razem nie mogła znaleźć wystarczająco słodkiego kłamstwa. Sięgnęła po telefon i zadzwoniła do swojej młodszej siostry, Manon.
Manon odebrała po dwóch sygnałach.
„Co?”
„Gdzie są mama i tata?”
Nastąpiła krótka cisza, wystarczająco długa, by dać do zrozumienia, że… Wiedziałaś.
„Zgadłaś”.
Claire zamknęła oczy.
„Wiedziałaś”.
„Oczywiście. Wszyscy o tym rozmawialiśmy”.
„Wszyscy” – powtórzyła Claire. „Oprócz mnie”.
Manon westchnęła, jakby sytuacja ją nudziła.
„Claire, masz 31 lat. Nadal mieszkasz z rodzicami. Nie wydaje ci się to dziwne?”
Claire ściszyła głos. Drzwi sypialni były uchylone i słyszała, jak Lucie pociąga nosem.
„Wróciłam tu, żeby ci pomóc”.
„Przestań. Potrzebowałaś miejsca do spania po rozwodzie, to wszystko”.
„Miałyśmy jechać razem na Gwadelupę. Zapłaciłam za nasz pokój i część biletów”.
„W końcu to wyjazd dla dorosłych”.
Claire wpatrywała się w ścianę przed sobą.
„Lucie jest ich wnuczką”.
„A Chloé jest moją najlepszą przyjaciółką. Przeżywa trudny okres”. Daliśmy jej twój pokój.
Claire poczuła, jak jej dłoń zaciska się na telefonie.
„Daj mi telefon, mamo”.