Dzień po porodzie, gdy Élodie wciąż tuliła syna do piersi, jej matka weszła na oddział położniczy z petycją o władzę rodzicielską w ręku, a nie z bukietem kwiatów.
Chłopczyk spał, z policzkiem wtulonym w zagłębienie jej piersi. Miał niecałe 30 godzin. Élodie wciąż czuła każdy kłujący ból, gdy się poruszała, a jej nogi drżały, gdy próbowała usiąść.
Jej matka, Monique, delikatnie zamknęła za nią drzwi.
„Podpisz te dokumenty, Élodie. Clara zasługuje na to dziecko bardziej niż ty”.
Przez kilka sekund słychać było tylko monitor, korytarz i ciche oddechy noworodka. Élodie instynktownie objęła go mocniej.
Za Monique stała Clara, jej starsza siostra. Miała na sobie idealnie wyprasowany kremowy płaszcz i jedwabny szal zawiązany na szyi. Przycisnęła chusteczkę do oczu, ale makijaż pozostał nienaruszony.
„Nie pogarszaj tego” – mruknęła. „Jesteś w wojsku. Nie ma cię miesiącami. Mieszkasz w koszarach, ciągle cię przenoszą, nie wiesz nawet, kiedy wrócisz. Mogę dać jej prawdziwy dom”.
Élodie spojrzała na dokumenty, które jej matka położyła na tacy. Wniosek sporządzony przez prawnika, wniosek o tymczasowe przekazanie władzy rodzicielskiej, kilka oświadczeń opisujących matkę, która była niestabilna, oziębła, obsesyjnie skupiona na karierze i potencjalnie niebezpieczna od czasu porodu.
Jej własne nazwisko zdawało się należeć do obcej osoby.
Kapitan Élodie Vasseur.
Rzekome cierpienie psychiczne.
Ciągłe nieobecności w pracy.
Niemożność zapewnienia stabilnego środowiska.
Powoli uniosła wzrok.
„Przygotowałaś to, kiedy byłam na sali porodowej?”
Monique skrzyżowała ramiona.
„Przygotowałyśmy to, co najlepsze dla dziecka”.
„Nazywa się Mathis”.
Clara wzdrygnęła się niemal niezauważalnie, jakby sam fakt, że Élodie wybrała już imię, był prowokacją.
Monique podeszła do łóżka i zniżyła głos.
„Po tym wszystkim, przez co przeszła twoja siostra, powinnaś okazać odrobinę przyzwoitości. Pięć prób in vitro. Pięć nieudanych. Zniszczyła się, próbując zostać matką, a ty zaszłaś w ciążę niemal przypadkiem”.
Élodie poczuła ucisk w gardle.
„Zapłaciłam za jej leczenie”.
Twarz Clary stwardniała.
„I nigdy nie przegapiłaś okazji, żeby mi o tym przypomnieć”.
To nieprawda. Élodie nikomu o tym nie powiedziała. Przez 14 miesięcy płaciła 38 700 euro prywatnej klinice, której wyceny przesłała jej Clara. Zrezygnowała z wymiany samochodu, odwołała podróż planowaną od trzech lat i przyjęła kilka dodatkowych zleceń.
Clara zadzwoniła do niej z płaczem w środku nocy. Powtarzała, że macierzyństwo to jedyny powód, dla którego chce żyć. Monique błagała Élodie, by pomogła jej siostrze w imieniu rodziny.
Élodie zapłaciła bez pytania.
Teraz Clara patrzyła na Mathisa, jakby to dziecko było należną jej zapłatą.
Weszła położna, żeby sprawdzić kroplówkę. Natychmiast przestała, widząc twarz Élodie.
„Wszystko w porządku?”
Monique obdarzyła ją nieskazitelnym uśmiechem, który rezerwowała dla sąsiadów, księży i nieznajomych.
„To sprawa rodzinna”.
„Nie” – odpowiedziała Élodie. „To próba przymusu połączona z groźbami prawnymi”.
Atmosfera w pokoju nagle się zmieniła.