CZĘŚĆ 2
Cisza po tym zdaniu była daleka od zwyczajności.
Miała ciężar.
Kolor.
Prawie metaliczny zapach, jak tuż przed burzą.
Françoise wciąż trzymała szklankę uniesioną do połowy. Usta Luca były lekko otwarte. Jego żona patrzyła, jak Claire pojawia się w drzwiach, z telefonem przy uchu, a jej twarz nagle straciła wszelką pewność siebie.
„Claire” – powiedział Étienne.
Podskoczyła.
Wtedy zobaczyła głośnik na konsoli.
Kołysanka ucichła.
Jednak prawda właśnie zaśpiewała w jej miejsce.
„Étienne… Mogę wyjaśnić”.
Zrobił krok naprzód.
„Kim jest Romain?”
Claire się rozłączyła.
„Nikt”.
Luc nerwowo się zaśmiał.
„Nikt nie mówi, że twoje dziecko jest jego synem?” Françoise gwałtownie wstała.
„Nie”. Nie, to niemożliwe.
Odwróciła się do Claire, a potem do brzucha Claire, jakby próbowała zmusić dziecko, by znów stało się jej synem.
Claire położyła obie ręce na brzuchu.
„Kłamie. To niezrównoważony mężczyzna. Od dawna ma na moim punkcie obsesję”.
Spojrzałem na nią.
Była kiepską kłamczuchą.
Może dlatego, że nigdy nie musiała długo kłamać. Ludzie tacy jak ona polegają na tym, że inni chcą dokończyć za nich zdania.
Étienne wyciągnął rękę.
„Daj mi swój telefon”.
„Nie”.
„Claire”.
„Nie masz prawa”.
Wybuchnął śmiechem.
Nie był to prawdziwy śmiech.
Ostry, urwany dźwięk.
„Przychodzisz do mojego domu z dzieckiem, które podajesz za moje, pozwalasz mojej żonie podawać ci obiad i rozmawiasz ze mną o prawach?” Delikatnie go poprawiłam:
„W domu”.
Odwrócił się do mnie.
To było krótkie.
Ale dostrzegłam w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie widziałam.
Strach.
Nie przed utratą mnie.
Myślał, że stracił mnie bezpowrotnie.
Nie.
Strach, że wciąż posiadam coś, czego on nie zdołał odebrać.
Françoise położyła dłoń na czole.
„Étienne, powiedz coś. Powiedz, że to nieprawda”.
„Nie wiem, mamo”.
To „nie wiem” bolało ją bardziej niż jakiekolwiek wyznanie.
Latami wymachiwała brakiem dzieci jako dowodem przeciwko mnie. A teraz macica, którą właśnie przyjęła jako błogosławieństwo, stała się pułapką.
Claire podeszła do Étienne’a.
„Kocham cię. Chciałem tylko chronić naszą przyszłość”.
„Naszą przyszłość?” — powtórzył.
„Tak. Romain nic nie ma. Pije, gra w hazard, grozi mi. Mogłaś dać temu dziecku prawdziwe życie”.
„To dziecko czy siebie?”
Nie odpowiedziała.
Więc się odezwałam.
„Powiedziała »udział w mieszkaniu i agencji«”.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
Étienne zbladł. Claire też.
Położyłam serwetkę na stole.
„Nie chodzi tylko o dziecko, prawda?”
Étienne zacisnął zęby.
„Marion, to nie jest odpowiedni moment”.
„Wręcz przeciwnie, to jest właśnie odpowiedni moment”.
Wstałam.
Moje krzesło lekko zaskrzypiało na podłodze.
Ten prosty dźwięk dodał mi odwagi. „Od trzech miesięcy namawiasz mnie do podpisania umowy rozwodowej, w której zrzekam się swoich udziałów w agencji, twierdząc, że »nigdy tam tak naprawdę nie pracowałam«. Od trzech miesięcy próbujesz mnie też przekonać do sprzedaży tego mieszkania, żebyśmy mogli zacząć od nowa. A dziś wieczorem dowiaduję się, że Claire czekała na mój podpis, zanim odkryłeś, że dziecko nie jest twoje”.
Françoise zwróciła się do syna.
„Jakiej umowy?”
Étienne unikał jej wzroku.
Podeszłam do kredensu i otworzyłam szufladę, w której trzymałam niebieską teczkę.
„Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, niech to się skończy”.
Claire się cofnęła.
Étienne mruknął:
„Marion…”. Wyjęłam dokumenty.
„Dwa tygodnie temu skonsultowałam się z prawnikiem. Bo upokorzona kobieta potrafi płakać, owszem. Ale potrafi też czytać”.