Pobrali się 17 lipca 1946 roku… I 78 lat później wciąż trzymają się za ręce.
Kiedy ludzie widzą dziś Andreasa i Sofię, widzą dwoje starszych ludzi siedzących spokojnie na kanapie w ich małym domu.
99-letni mężczyzna.
96-letnia kobieta.
Ludzie i społeczeństwo
Dwie osoby uśmiechają się lekko do obiektywu.
Jednak nie widzą tysięcy dni kryjących się za tym uśmiechem.
Ofiar.
Strat.
Cudów.
A przede wszystkim…
Miłości, którą wybierali raz po raz przez 78 długich lat.
Był 17 lipca 1946 roku.
Europa wciąż próbowała uleczyć rany wojny.
Ulice były zasypane gruzami.
Rodziny próbowały odbudować swoje życie.
A w małym kamiennym kościółku dwoje młodych ludzi stało przed sanktuarium.
Andreas miał zaledwie 21 lat.
Sofia miała 18 lat.
Nie mieli pieniędzy.
Nie mieli domu.
Nie mieli oszczędności.
Mieli tylko dwie obrączki i marzenie.
Wspólnie się zestarzeć.
W dniu ślubu Sofia miała na sobie białą suknię, którą jej ciotka uszyła ze starej koronki.
Andreas miał na sobie jedyny porządny garnitur, jaki posiadał.
Po ceremonii goście jedli chleb, ser i trochę oliwek.
Nie było żadnego wykwintnego posiłku.
Nie było orkiestry.
Nie było fotografa.
Tylko śmiech.
Tylko miłość.
Romans. Pozostała tylko nadzieja.
Pierwsze kilka lat było trudnych.
Bardzo trudnych.
Andreas pracował od świtu do zmierzchu.
Sofia szyła ubrania dla kobiet z wioski.
Były noce, kiedy dzielili się jednym talerzem jedzenia.
Zimy, kiedy chłód wdzierał się przez okna.
Prąd nie zawsze był dostępny.
Pieniędzy prawie nigdy nie było.
Ale każdej nocy spali trzymając się za ręce.
I to im wystarczało.
Mijały lata.
Mieli czworo dzieci.
Potem ośmioro wnucząt.
Potem dwanaścioro prawnucząt.
Ich dom wypełniały głosy.
Śmiech.
Wakacje.
Niedzielne obiady.
I zdjęcia na ścianach.