CZĘŚĆ 2
Laurent nie dotarł do drzwi.
Philippe powstrzymał go, rzucając mu pod nogi krzesłem. Upadł ciężko na parkiet, a potem do pokoju weszło dwóch ochroniarzy.
Nicolas jednak się nie ruszał.
Wciąż trzymał w ręku wyniki testu na ojcostwo.
„Skąd to masz?” zapytała Chloé.
Głos jej drżał.
„Ten dokument jest prywatny”.
„Pobrałeś go z komputera domeny” – odpowiedziałem. „Tego, którego używałeś do zarządzania firmami-słupami”.
Odwróciła się do Laurenta.
„Obiecałeś usunąć plik”.
No i proszę.
Wyznanie.
Krótkie.
Idealnie.
Nicolas spojrzał na nich.
„Jak długo to trwało?”
Laurent z trudem podniósł się na nogi.
„To nie tak, jak myślisz”.
„Sypiasz z nią?”
„Nicolas…”
Skoczył na nią.
Dwaj mężczyźni przewrócili stół. Szklanki roztrzaskały się. Hélène krzyknęła. Funkcjonariusze musieli ich rozdzielić, a Chloé schroniła się przy kominku.
Ja stałem bez ruchu.
Dwa lata wcześniej Nicolas patrzył, jak upadam, nie czując w sobie ani krzty współczucia.
Tym razem odkrył, że nigdy nie był najmądrzejszym mężczyzną w pomieszczeniu.
Tylko tym, którego najłatwiej schlebiać.
Philippe rozkazał funkcjonariuszom, żeby wszyscy usiedli.
„Nikt nie opuszcza tego domu, dopóki nie przyjedzie policja”.
Hélène wstała.
„Policja? Możemy to załatwić w rodzinie”.
Spojrzałem na nią.
„Dokładnie to mi powiedziałeś, kiedy twój syn mnie oskarżył”.
Spuściła wzrok.
Nicolas zgniótł wynik.
„Dziecko nie ma nic wspólnego z firmą”.
„Tak, ma rację” – odpowiedział Maître Deschamps. „Twoja matka zmieniła umowę rodzinną w zeszłym miesiącu. Dziecko twojej przyszłej żony miało otrzymać piętnaście procent udziałów po urodzeniu”.
Odwróciłem się do Hélène.
„Wiedziałaś?”
„Myślałam, że to dziecko Nicolasa”.
Chloé wybuchnęła:
„Zaproponowałeś mi te udziały!”