CZĘŚĆ 2
Cisza w restauracji była tak absolutna, że słyszałem nawet brzęk sztućca spadającego na talerz.
Marcus cały czas mnie przytulał.
Nie odsunąłem się.
Nie dlatego, że chciałem kogokolwiek prowokować.
Po prostu dlatego, że po trzech latach ten uścisk był pierwszym miejscem, które dawało poczucie bezpieczeństwa.
„Szybko przybyłeś” – powiedziałem.
Marcus odsunął się na tyle, żeby móc na mnie spojrzeć.
—Napisałeś mi: „Tęsknię za tobą”. Przebyłabym ocean.
—Zawsze tak przesadzone.
—Tylko z tobą.
Chloe patrzyła na mnie wielkimi oczami.
Sophia też.
Ale najtrudniej było zignorować wyraz twarzy Adriana.
Było kilka metrów od nas.
Ubrany w ciemnoszary garnitur, jedną rękę nadal opierał na oparciu krzesła Sophii.
Przyszedł po nią.
Założyłem.
To było logiczne.
Byli zaręczeni.
Mimo to jego oczy nie były zwrócone na przyszłą żonę.
Były wszędzie wokół mnie.
Albo, mówiąc precyzyjniej, o Marcusie.
„Nie wiedziałem, że wróciłeś” – powiedział Marcus.
Jej głos stracił swój żartobliwy ton.
—Kiedy przyjechałeś?
—Kilka dni temu.
Zacisnął szczękę.
—Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł?
—Ponieważ prosiłam ich, żeby tego nie robili.
Marcus zdawał się coś rozumieć.
Nie nalegał.
To zawsze odróżniało go od Adriana.
Marcus wiedział, kiedy zapytać.
I przede wszystkim, kiedy przestać to robić.
Sophia podeszła.
—Marcus Cole. Co za niespodzianka.
Marcus spojrzał na nią, jakby potrzebował chwili, żeby sobie przypomnieć, kim ona jest.
—Zofia.
Uśmiechnęła się.
—Nie wiedziałem, że ty i Emma nadal utrzymujecie kontakt.
—Ja też nie wiedziałem, że musimy to ogłaszać.
Uśmiech Sophii nieco stracił swój blask.
Chloe musiała stłumić śmiech.
Adrian w końcu przemówił.
—Emma.
Jego głos był cichy.
Ten sam głos, który przez lata wystarczał, żebym się odwrócił.
Tym razem nic nie poczułem.
Spojrzałem na niego.
—Pan Hayes.
Znów ta niewielka zmiana w jego wyrazie twarzy.
Jakby słuchanie mojego oficjalnego zwrotu było dla niego bardziej nieprzyjemne, niż chciałby przyznać.
—Marcus i ty…?
Zatrzymało się.
Marcus uniósł brwi.
—A co z Emmą i ze mną?
Twarz Adriana stwardniała.
—To nie było pytanie do ciebie.
—Następnie zadaj pełne pytanie.
Sophia szybko interweniowała.
—Adrian, nieważne. Przyszliśmy na kolację.
Wziął ją za ramię.
—Jutro musimy omówić ostatnie szczegóły ślubu.
Słowo „ślub” zostało celowo umieszczone między nami.
Dawna Emma czułaby się, jakby wyrywano jej serce.
Ale pomyślałam, że Sophia powinna poprosić o kilka zmian w talii Starlight , ponieważ oryginalny projekt został wykonany na podstawie moich wymiarów.
—Gratulacje—powiedział Marcus.
Spojrzał na Adriana.
—Mam nadzieję, że są szczęśliwi.
Potem odwrócił się w moją stronę.
—Skończyłeś już kolację?
-Jeszcze nie.
—Doskonale. Jestem głodny.
Usiadł obok Chloe, jakby było to coś najnormalniejszego na świecie.
Adrian pozostał nieruchomy przez kilka sekund.
Wtedy Sophia delikatnie go pociągnęła.
Wrócili do swojego stolika.
Przez całą kolację od czasu do czasu miałem wrażenie, że ktoś mi się przygląda.
Nie musiałem sprawdzać, do kogo należy.
Tego wieczoru Marcus odwiózł mnie do domu.
Kiedy samochód zatrzymał się przed wejściem, nie zrobiłem żadnego ruchu, żeby wysiąść.
On również nie mówił.
Staliśmy i patrzyliśmy na oświetlony dom.
Na koniec zapytał:
-Co się stało?
Moje palce zacisnęły się na pasie bezpieczeństwa.
-Nic.
Marcus spojrzał na mnie.
—Emma.
On po prostu powiedział moje imię.
I to wystarczyło.
Przez trzy lata słyszałem zbyt wiele razy:
„Zostaw to za sobą”.
„To już koniec.”
„Nie myśl o tym.”
„Musisz być silny.”
Marcus nie powiedział żadnej z tych rzeczy.
Czekać.
Potem powoli podniosłem rękaw.
Obok łokcia była długa blizna.
Kolejny, mniejszy, obok nadgarstka.
Marcus na sekundę przestał oddychać.
—Kto to zrobił?
— Nie chcę o tym dziś rozmawiać.
-W porządku.
Nie mam więcej pytań.
Brak procesu.
Tylko:
—Kiedykolwiek będziesz chciał porozmawiać, będę słuchał.
Oczy mnie piekły.
Odwróciłam wzrok.
—Nie każ jej płakać.
—Nie próbowałem.
—Jesteś okropny.
—A jednak za mną tęskniłeś.
Uśmiechnąłem się po raz pierwszy od dłuższego czasu.
Zanim wysiadł, Marcus powiedział:
—Emma.
-Tak?
—Tym razem nie znikaj ponownie.
Nie odpowiedziałem od razu.
Potem skinąłem głową.
– Nie zrobię tego.
Ślub Adriana i Sophii miał się odbyć sześć tygodni później.
Nie miałem najmniejszego zamiaru brać udziału w czymkolwiek z nimi związanym.
Ale Sophia miała inne plany.
Trzy dni później otrzymałem telefon z mojego studia projektowego.
„Panno Morgan” – powiedziała moja asystentka – „mamy problem ze Starlight ”.
-Co się stało?
—Panna Lin chce zmodyfikować projekt.
—Teraz jest twoje.
-Nie całkiem.
Westchnąłem.
—Wyjaśnij się.
—Kupili fizyczny egzemplarz, ale nie prawa do komercyjnego wykorzystania projektu. Chce, żebyśmy uszyli siedem podobnych sukienek dla jej druhen i chce też rozreklamować, że Starlight to efekt waszej współpracy.
Milczałem.
—Powiedz mu, że nie.
—Już mu powiedzieliśmy.
—Wtedy problem rozwiązany.
—Groził, że zadzwoni do pana Hayesa.
Prawie się roześmiałem.
—Powiedz mu, żeby do niego zadzwonił.
Dwie godziny później Adrian wszedł do mojego studia.
Nie byłem zaskoczony.
—Emma.
—Pan Hayes.
—Czy możemy porozmawiać?
—Jeśli chodzi o sukienki, moja odpowiedź brzmi: nie.
—Sophia po prostu chce—
—Kupił dzieło. Nie moje nazwisko, nie moje studio, nie moje prawa autorskie.
Adrian milczał.
Położyłem ołówek na stole.
—Wszystko jest wyjaśnione w umowie, którą podpisałeś.
—Wiem, co podpisałem.
—W takim razie nie rozumiem, dlaczego przyszedłeś.
Jego wyraz twarzy stwardniał.
—Czy zawsze musisz do mnie tak mówić?
To sprawiło, że się temu przyjrzałem.
-A także?
—Jakbyśmy byli sobie obcy.
Przyglądałem mu się przez kilka sekund.
—Jesteśmy obcy.
Zobaczyłem, że coś przemknęło mu przez twarz.
Być może irytacja.
Może niedowierzanie.
—Znamy się odkąd miałeś siedem lat.
—A nie widziałeś mnie przez ostatnie trzy.
—To nie wymaże—
-Dokładnie.
Przerwałem mu.
—Niczego nie usuwa.
Mój głos pozostał spokojny.
—To nie zmienia faktu, że oskarżyłeś mnie o próbę zabicia Sophii.
—Nigdy nie powiedziałem „zabić”.
—Powiedziałeś, że igrałem z ludzkim życiem.
Adrian lekko odwrócił wzrok.
Przypomniał sobie swoje własne słowa.
—Okoliczności były takie—
—Czy wiesz, że Sophia miała alergię na mango?
Spojrzał na mnie.
-Tak.
-Ja też.
-Więc-
—Czy wiesz, że ciasto było przechowywane w pudełku w lodówce w moim pokoju?
Cisza.
Kontynuowałem.
—Czy wiesz, że jest na nim napisane moje imię?
Jego wyraz twarzy uległ zmianie.
—Emma…
—Czy wiesz, że Sophia weszła do mojego pokoju, kiedy mnie nie było?
Adrian nie odpowiedział.
Wstałem.
—Nie. Nie wiedziałeś. Bo nigdy nie pytałeś.
—powiedziała Zofia—
—To ci wystarczyło.
Zapadła ciężka cisza.
Już nie byłem zły.
Być może to właśnie go najbardziej martwiło.
Nienawiść nadal tworzy więzi.
Obojętność nie jest rozwiązaniem.
„W każdym razie” – powiedziałem – „sklep z sukniami jest zamknięty”.
Adrian zdawał się chcieć powiedzieć coś jeszcze.
Na koniec zapytał:
—Jak długo jesteś z Marcusem?
Uśmiechnąłem się bez humoru.
—To też nie twoja sprawa.
—Tylko zapytałem.
—I odpowiedziałem.
Podszedłem do drzwi i je otworzyłem.
—Mam pracę.
Adrian pozostał nieruchomy.
Potem odszedł.
Zanim przekroczył próg, powiedział:
—Marcus nie jest taki prosty, jak myślisz.
Spojrzałem na niego.
-Ciekawski.