Dziesięć minut później prezes przedstawił nowego większościowego właściciela firmy. Wyszłam na scenę – a mój mąż wstrzymał oddech.
„Idź do domu” – wyszeptał Julian, uderzając mnie w ramię z taką siłą, że potknęłam się o stolik z szampanem. „Powinna być ze mną dziś wieczorem”.
X
Dwustu pracowników zebrało się pod szklanymi żyrandolami hotelu Halcyon na dwudziestolecie firmy Aurelia Systems. Rozmowa ucichła, a potem powróciła ostrożnym tonem, jakiego używają ludzie, którzy byli świadkami czegoś nieprzyjemnego, ale boją się sprawcy.
Camilla Price stała obok mojego męża w obcisłej czerwonej sukience, trzymając zaborczo jego dłoń. Jako dyrektor ds. komunikacji w Aurelii, przez miesiące występowała u boku Juliana na konferencjach, kolacjach i „nagłych spotkaniach strategicznych”. Dziś wieczorem miała na sobie diamentowe kolczyki, których brak odkryłam w mojej szkatułce z biżuterią.
Przechyliła głowę. „Audrey, może to nie jest odpowiedni wieczór na scenę w domu”.
Ramię paliło mnie pod niebieską jedwabną sukienką. Poprawiłam ramiączko, uniosłam brodę i powiedziałam: „Nie. Chyba zostanę na ogłoszenie”.
Uśmiech Juliana stał się mocniejszy. Był dyrektorem ds. strategii Aurelii i od trzech tygodni mówił o awansie, którego spodziewał się dziś wieczorem. Wierzył, że zarząd mianuje go prezesem. Wierzył również, że spędzam dni na zarządzaniu skromnym spadkiem i wolontariacie w fundacji artystycznej.
Nigdy nie pytał, dlaczego biuro inwestycyjne mojej zmarłej matki zajmuje trzy piętra w Bostonie. Wolał moją wersję, która sprawiała, że czuł się wyższy.
„To ogłoszenie jest dla kadry kierowniczej” – powiedział. „Nie dla ozdobnych żon”.
Camilla cicho się zaśmiała.
Po drugiej stronie sali balowej prezes Malcolm Reed przykuł moją uwagę. Dotknął dwoma palcami mankietu – znak, na który się umówiliśmy po podpisaniu ostatecznych dokumentów tego popołudnia. Obok niego stali radca prawny Aurelii i biegły rewident, który przez sześć tygodni weryfikował płatności dla dostawców zatwierdzonych przez Juliana.
Sięgnęłam po nietkniętą szklankę wody gazowanej.
„Miłego dziesięciu minut” – powiedziałam do męża.
Złapał mnie za nadgarstek. „Co to znaczy?”
„To znaczy, że musisz uważnie słuchać”.
Światła przygasły, scena pociemniała na jasnoniebiesko. Malcolm podszedł do mikrofonu i podziękował pracownikom, którzy podtrzymywali Aurelię przy życiu przez osiemnaście miesięcy długów, anulowanych zamówień i nieudanej ekspansji. Julian puścił mnie i poprawił marynarkę, już przygotowując triumfalny wyraz twarzy.
„Dziś wieczorem” – powiedział Malcolm – „witamy inwestora, którego kapitał uratował osiemset miejsc pracy i spłacił nasz najgroźniejszy dług. Przejęcie zostało sfinalizowane dzisiaj. Northstar Holdings posiada teraz pięćdziesiąt osiem procent Aurelia Systems”.
Julian pierwszy bił brawo.
Potem Malcolm spojrzał prosto na mnie.
„Proszę powitać założycielkę Northstar i nową większościową właścicielkę Aurelii, panią Audrey Vance”.
Odstawiłem kieliszek i ruszyłem w stronę sceny.