Rozdział 1: Architektura pułapki
Nazywam się Juliet Anderson. Mam dwadzieścia dziewięć lat i całe dnie spędzam, przemierzając chaotyczne, afirmujące życie korytarze oddziału pediatrycznego w Szpitalu Dziecięcym w Bostonie. Dokładnie dwa tygodnie przed moim planowanym wejściem do ołtarza, mężczyzna, który przekazał połowę mojego DNA, spojrzał mojej narzeczonej prosto w oczy przez stół w jadalni i próbował spalić moje istnienie.
„Ona jest patologiczną kłamczuchą” – stwierdził mój ojciec, George, mrożącym krew w żyłach, absolutnie beznamiętnym głosem. „Zawsze nią była. Urodziła bękarta w wieku osiemnastu lat i próbowała wykorzystać niemowlę jako pułapkę, by złapać bogatego chłopca”.
Obok niego pochyliła się moja matka, Patricia, z twarzą wykrzywioną w maskę czystej złośliwości. „Nie daj się jej wbić w siebie, Benjaminie” – syknęła, a pozory szanowanej matriarchy Nowej Anglii całkowicie wyparowały. „Oddała wilkom własne ciało i krew niczym wczorajsze śmieci. Jest zgniła do szpiku kości”.