Pierwszy prawdziwy płacz małego chłopca nie był słyszalny w sali sekcyjnej.
X
Ale na oddziale intensywnej terapii noworodków.
Károly później wyjaśnił Bence’owi:
– To, co słyszeliśmy na dole, prawdopodobnie nie było typowym płaczem. W łonie matki nie ma do tego odpowiedniego powietrza.
Bence nadal był blady.
– Więc co to było?
– Nie wiem na pewno. Mógł to być dźwięk wydawany przez odruch, ruch powietrza wokół ciała… ale szczerze mówiąc, to nie jest teraz najważniejsze.
– Ale?
Károly spojrzał na kobietę.
– Fakt, że to dziecko wciąż żyło, podczas gdy jego matka została już uznana za zmarłą.
Tożsamość kobiety szybko została ujawniona.
Júlia Kovács.
Trzydzieści jeden lat.
Trzydziesty szósty tydzień ciąży.
Oczekiwała pierwszego dziecka.
Pogotowie przywiozło ją poprzedniego wieczoru z bloku w Budzie, po tym jak jej mąż powiedział, że nagle straciła przytomność.
Reanimacja nie przyniosła skutku.
Lekarz dyżurny stwierdził zgon.
Jednak stan płodu nie został odpowiednio udokumentowany w tym chaosie.
To samo w sobie rodziło poważne pytania.
Ale Károly’ego niepokoiło coś innego.
Twarz Julii była spokojna.
Za spokojna.
Nie widział typowych obrażeń, które wskazywałyby na upadek lub gwałtowną walkę.
Na jej lewym przedramieniu znajdowały się jednak dwa małe ukłucia igłą.
– Żyła? – zapytał Bence.
– Nie w tym miejscu.
– Ratownicy medyczni?
– Według dokumentacji, zostali dźgnięci w prawe ramię.
Károly nachylił się bliżej.
– Ci dwoje są o kilka godzin starsi.
Zlecił badanie toksykologiczne.
W międzyczasie przyjechała policja.
Detektyw Dóra Szabó prowadziła sprawę.
– Doktorze, czy podejrzewa pan nienaturalną śmierć?
– Na razie po prostu nie rozumiem przyczyny zgonu.
– To nie to samo.
– Ale czasami prowadzi to do tego samego miejsca.
Mąż, Ádám Kovács, został przesłuchany tego samego dnia.
Był trzydziestoośmioletnim doradcą finansowym.
Wyglądał na wyczerpanego.
– Kiedy ostatni raz widział pan żonę wczoraj wieczorem? – zapytała Dóra.
– Około szóstej.
– A potem?
– Poszedłem na siłownię.
– Kiedy wróciła do domu?
– Po dziewiątej.
– Gdzie była Júlia?
– Leżała przed łazienką.
– Czy wezwał pan karetkę?
– Tak.
– Czy wcześniej miała jakieś dolegliwości?
Ádám zawahał się.
– Ostatnio była bardziej zmęczona.
– Ból?
– Czasami bóle głowy.
– Czy brała leki?
– Witaminy dla kobiet w ciąży.
– Coś jeszcze?
– Nie.
Śledczy to zapisał.
– Czy się pokłócili?
– Nie.
– Jesteś pewien?
– Tak.
– Sąsiedzi mówili, że słyszeli krzyki po południu.
Adam zesztywniał.
– Może telewizor.
– Według jednej z przyjaciółek Julii chciała rozwodu.
Cisza.
– To prywatna sprawa.
– W śledztwie w sprawie śmierci niewiele rzeczy pozostaje prywatnych.
Adam skinął głową.
– Między nami panowało napięcie.
– Dlaczego?
– Pieniądze.
– Jakie pieniądze?
– Mieszkanie. Spadek.
To był pierwszy konflikt.
Julia odziedziczyła po babci dużą sumę pieniędzy sześć miesięcy wcześniej.
Nie wpłaciła jej na wspólne konto.
Chciała za to kupić mieszkanie na swoje nazwisko.
Adam jednak chciał, żeby zainwestowała te pieniądze w swój biznes.
Julia powiedziała, że nie.
Według jej przyjaciółki, kłócili się o to od tygodni.
I było coś jeszcze.
Julia nie tylko rozważała rozwód.
Planowała też wyprowadzić się po urodzeniu dziecka.
„To niczego nie dowodzi” – powiedziała Dora.
„Nie” – odpowiedział Karl. „Ale to może być motyw”.
Dwa dni później nadeszły pierwsze wyniki toksykologii.
Po przeczytaniu artykułu Karl natychmiast zadzwonił do detektywa.
„Musisz przyjść”.
„Co się dzieje?”
„Znaleźliśmy coś”.
Júlia miała wysokie stężenie silnego środka uspokajającego we krwi.
Samo w sobie nie musi być śmiertelne.
Jednak w połączeniu z innymi okolicznościami mogło to spowodować ciężką depresję oddechową, utratę przytomności i zapaść krążeniową.
– Czy lek został jej przepisany?
– Nie.
– Czy mogła go otrzymać w szpitalu?
– Nie ma go w dokumentacji karetki ani na oddziale ratunkowym.
– A te dwie rany kłute?
– To może być powiązane.
Twarz Dóry stwardniała.
– Więc ktoś jej to podał.
– Prawdopodobnie.
– Kto?
– To twoja sprawa.
Policja skonfiskowała telefony Júlii i Ádáma.
Jednak kamery w budynku pokazały zaskakująco mało.
Ádám rzeczywiście opuścił budynek o 18:12.
Potem wrócił o 20:47.
Zgadza się.
Ale jeden z kolegów Dory coś zauważył.
– Sprawdźcie kontrolę dostępu na siłowni.
Karta Adama została użyta o 18:31.
Ale nie zarejestrowano wyjścia.
– To może być pomyłka.
– Może.
Poprosili o kamerę.
Na nagraniu z siłowni Adam wszedł.