CZĘŚĆ 1
Mój ojciec nigdy nie prowadził „rodzinnych rozmów” w niedzielne popołudnia, chyba że podjął już decyzję. Niedziele należały do golfa, gazety rozłożonej na stole w jadalni i komentarzy piłkarskich dudniących w telewizorze. Kiedy więc zaprosił nas wszystkich do salonu, wiedziałam, że nie pyta o opinie. Chciał świadków.
Usiadłam na tej samej szorstkiej, kwiecistej kanapie, która stała tam od dwunastego roku życia, trzymając w dłoniach kubek wystygłej kawy. W pokoju unosił się zapach pieczeni wołowej, cytrynowego środka czyszczącego i starych, pudrowych perfum mojej mamy.
Tata stał przy kominku, jakby miał właśnie przedstawić raport z działalności. Mama siedziała sztywno w fotelu, poprawiając rąbek swetra. Mój starszy brat Eric krążył przy kominku, zaciskając szczęki, a jego żona Shannon siedziała obok mamy, opierając obie ręce na jej małym, ale widocznym brzuszku ciążowym.
Nikt jeszcze tego nie powiedział, ale to dziecko było powodem, dla którego wszyscy tam byliśmy.
„Dziękuję wszystkim za przybycie” – zaczął tata, jakby każdy z nas miał wybór. „Musimy omówić mieszkanie w centrum”.
Ścisnął mi się żołądek.
Na początku nie podał adresu, ale od razu go sobie wyobraziłem: Westbrook Avenue 1247, stary, ceglany budynek z krzywą, srebrną skrzynką na listy i szachownicą w holu. Budynek dziadka.
Mój budynek.
Tata odchrząknął. „Jak wiesz, dwupokojowe mieszkanie pod adresem Westbrook 1247 należy do tej rodziny odkąd twój dziadek kupił budynek w 1987 roku”.
Spojrzał na mnie i na Erica, jakbyśmy zapomnieli historii, którą dziadek opowiadał setki razy. Jak odkładał każdego wolnego dolara, żeby kupić „kawałek miasta”. Jak kiedyś powiedział tacie, że prawdziwe bogactwo to coś, co zarabia się, gdy się śpi.
Znałem tę historię. Znałem też każdy skrzypiący stopień, każde nieszczelne okno, każdy stary kaloryfer w tym budynku. Mieszkałem tam cztery lata.
„Mieszkam tam cztery lata, tato” – powiedziałem, przeczuwając, do czego to zmierza.
„Dokładnie” – odpowiedział, jakby to dowodziło jego racji. „Przecież mieszkałeś cztery lata w dwupokojowym mieszkaniu, płacąc rachunki i niewielką opłatę na rzecz rodzinnego funduszu powierniczego, który technicznie jest jego właścicielem”.
Technicznie.
To jedno słowo o mało mnie nie rozbawiło.
Splótł ręce za plecami. „Eric i Shannon spodziewają się pierwszego dziecka. Ich obecne mieszkanie z jedną sypialnią jest za małe. Tymczasem, Cassie, masz dwa pokoje tylko dla siebie”.
Ostrożnie odstawiłem kawę na stół, bo palce zaczęły mi drżeć.
„Używam drugiego pokoju jako biura” – powiedziałem. „Pracuję z domu trzy dni w tygodniu”.
„Możesz pracować w kawiarni” – powiedziała szybko mama, jakby rozwiązała już wszystkie problemy. „Młodzi ludzie robią to cały czas”.