
— To, że twoja mama próbowała wypłacić moje pieniądze! — Anna patrzyła mu prosto w oczy. — Znała stary kod, Marek. A potem… próbowała. Nowego nie zna, więc wyskoczył błąd. Marek jakby szukał sposobu, by tego nie usłyszeć. Przejechał dłonią po twarzy, odszedł kawałek. — Słuchaj… Może to po prostu zbieg okoliczności? — powiedział cicho. — Oddziałów jest przecież wiele… — Zbieg okoliczności? — Anna gorzko się uśmiechnęła. — W kilometrze od domu, w tym samym miejscu, gdzie bywa codziennie? Z tymi samymi próbami wpisania kodu? Milczał. Ciężko. Długo. Tylko skrzypienie schodów przerywało ciszę. — Porozmawiam z nią — powiedział wreszcie. — Ale proszę, bez kłótni. Wiesz, mama nie robi nic ze złej woli. Anna nic nie odpowiedziała. W środku kłębiły się strach, złość i żal, ale brakowało sił na dalsze spory. *** Rano Małgorzata zachowywała się, jakby nic się nie stało. Siedziała przy stole z filiżanką kawy i zamyślonym wzrokiem patrzyła w ekran telefonu. — Mamo — zaczął Marek ostrożnie — nie byłaś wczoraj przy Puławskiej, w banku? Małgorzata uniosła brew.