
– Nie znalazłam – odpowiedziała spokojnie Kasia, stawiając pakunek na stole. – Za to znalazłam coś innego. Wyjęła z torby elegancki segregator. Biały, ze złotym logo. W pokoju zrobiło się jeszcze ciszej. – Co to ma być? – zmarszczyła brwi Izabela. – Moja nowa praca. W innym mieście – powiedziała lodowatym tonem. – I bilet. Na pociąg, dziś wieczorem. Adam aż się podniósł, jakby poraził go prąd. – Co ty mówisz? Jaka praca? Nic mi nie mówiłaś! – A ty mnie w ogóle słuchasz, Adam? – jej głos był cichy, lecz ostry jak szkło. – Przez pięć lat słuchałeś tylko mamy. Przez pięć lat próbowałam być wygodna. Ale chyba w tej rodzinie wygodne są tylko te, które potrafią milczeć. Teściowa pierwsza odzyskała głos. Na jej ustach pojawił się naciągnięty uśmiech. – Dziecko, nie wygłupiaj się. Jesteś zmęczona. Usiądź, zjedz kawałek tortu. – Nie, dziękuję. Mam dość słodkiego. I gorzkiego też – Kasia sięgnęła po torebkę, wyjęła z niej małe pudełko z wstążką.