
Jego twarz pobladła. Patrzył na teczkę jak na bryłę lodu, w której uwięzione były wszystkie jego błędy. – Nawet nie czytałeś – kontynuowała Klara. – Podpisałeś tam, gdzie wskazał prawnik. A ja czytałam. Dokładnie. Potem dodałam jedno porozumienie. Z tym samym prawnikiem. Pamiętasz papiery „od kredytu”? To właśnie one. W kuchni zapadła cisza. Nawet zegar jakby przestał tykać. – Tam jest zapis, że mogę zmieniać udziały przy rozwodzie – powiedziała równym głosem. – Biorąc pod uwagę mój wkład. A mój wkład równy jest twojemu. Co do grosza. Mam wszystkie potwierdzenia, wszystkie przelewy. Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Krople potu pojawiły się na jego czole. – Zrobiłaś to specjalnie? – wyszeptał Piotr. – Tak – skinęła lekko głową. – Od tego dnia, gdy zapomniałeś o moich urodzinach i powiedziałeś: „Nie jesteś dzieckiem, sama sobie zrób prezent”. Uśmiechnęła się lekko. W kącikach ust drgnęło zmęczenie, ale nie ból.