CZĘŚĆ 1
W ósmym miesiącu ciąży Inès siedziała zamknięta na rozgrzanym tarasie, podczas gdy jej mąż śmiał się z matką za francuskimi drzwiami.
Lipcowe słońce prażyło brukowany dziedziniec domu rodzinnego w Aix-en-Provence niczym kara. Jasne płyty chodnikowe odbijały żar aż do jej gołych kostek. Inès trzymała w jednej ręce szczypce do grilla, a drugą spoczywała na jej zaokrąglonym brzuchu, napiętym pod lekką sukienką, już wilgotną od potu.
W środku, za zamkniętą szybą, państwo Morel delektowali się aperitifem w chłodnym, klimatyzowanym pomieszczeniu.
„Odwróć kebaby, Inès!” zawołał Arnaud z kuchni. „Moja mama mówi, że czuć od nich spaleniznę”.
W jego głosie nie było śladu zmartwienia. Był niecierpliwy, wręcz rozbawiony.
Siedząca przy kuchennej wyspie Solange Morel machała białym, lnianym wachlarzem niczym obrażona królowa. Jej nienaganna fryzura pozostała idealnie na swoim miejscu. Jej mąż, Gérard, pił pastis rozcieńczony zimną wodą, obserwując Inès niczym niezdarną pokojówkę.
„Znów się wygłupia” – powiedziała Solange wystarczająco głośno, by usłyszeć ją przez okno. „Nie każda kobieta w ciąży na świecie musi być noszona”.
Inès przełknęła ślinę. Język przykleił jej się do podniebienia. Od 20 minut prosiła, żeby ją wpuścili. Od 20 minut Arnaud udawał, że nie rozumie.
Podeszła do drzwi balkonowych. Metalowa szyna paliła się pod jej stopami.
„Arnaud, otwórz drzwi. Kręci mi się w głowie”.
Podszedł do drzwi, położył dłoń na klamce i odsunął je na kilka centymetrów. Powiew chłodnego powietrza owiał twarz Inès. Mimowolnie zamknęła oczy.
Potem zamknął je z powrotem.
Klik zamka uderzył ją mocniej niż policzek.
„Chciałaś być częścią tej rodziny, prawda?” powiedział. „Więc zrób z siebie pożytek zamiast narzekać”.
Solange się uśmiechnęła, a jej usta pomalowano na różowo, zbyt delikatnie, jak na to, co właśnie powiedziała.
„Ciąża to nie choroba, moja droga. A poza tym, szczerze mówiąc, trochę ruchu ci nie zaszkodzi”.
Gérard dodał, nie odstawiając szklanki:
„Z tym wszystkim, co dał ci Arnaud, z pewnością upieczesz trzy kiełbaski merguez”.
Roześmiali się.
Inès nie odpowiedziała. Uczyła się nie odpowiadać od czterech lat.
Nie odpowiedziała, kiedy Solange oglądała jej suknię ślubną, mówiąc, że prowadzi „sklep z używanymi rzeczami”. Nie odpowiedziała, kiedy Gérard zasugerował, że jej brat pracuje „w alarmach supermarketów”. Nie odpowiedziała, gdy Arnaud zaczął sprawdzać jej konta, wiadomości, wizyty lekarskie.
Uznali jej milczenie za słabość.
Nie wiedzieli, że jej milczenie ma pamięć.
W kieszeni fartucha telefon wibrował jej przy biodrze. Nie sięgnęła po niego od razu. Wiedziała, że ją obserwują. Solange już uniosła telefon.