
Klara mrugnęła i nie wytrzymując mojego spojrzenia, powiedziała: – Mamo, no po co zaczynasz? Trzeba tylko formalnie wszystko przepisać! Prędzej czy później i tak wszystko będzie moje. Przecież jestem twoją jedyną córką. Jak spokojnie to mówiła, jakby kwestia była dawno rozstrzygnięta. Jej pewność siebie nagle przypomniała mi mnie samą – tę młodą, co na czwartej nocnej zmianie w biegu nalewała kawę sanitariuszce, by nie zasnąć przy kroplówce. Tylko że wtedy byłam pewna innych, nie siebie. A Klara była pewna, że cały świat leży u jej stóp. Kiwnęłam głową, wyjęłam z szuflady swoje, wcześniej przygotowane, dokumenty i położyłam obok jej stosu. – No dobrze. Podpiszmy – powiedziałam. Uśmiechnęła się, podsunęła mi długopis. Wzięłam go, łapiąc spojrzenie Leny – błyszczące, zimne, spojrzenie młodej prawniczki, przekonanej, że wszystko da się załatwić, jeśli zna się odpowiedni paragraf. Ale ja już wiedziałam wszystko. Bo tydzień wcześniej byłam u Sylwii i zmieniłam pewne rzeczy. Klara nie miała o tym pojęcia. Podpisałam papiery, jak gdyby te, które przyniosły. Złożyłam je równo. Klara westchnęła z ulgą, prawie z radością. – Gotowe – powiedziała i szybko zaczęła zbierać segregator. – Mamo, nie martw się, mam to pod kontrolą.