Nie mogłam mówić. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach, próbując znaleźć sensowne wytłumaczenie.
„Avery by tego nie zrobiła” – wyszeptałam.
Wyraz twarzy Marisy się naprężył. „Mówisz tak, bo jesteś na nią ślepa”.
To mnie uderzyło. Wstałam tak szybko, że krzesło zaszurało po podłodze. „Muszę z nią porozmawiać”.
Marisa złapała mnie za nadgarstek. „Nie rób tego. Jeszcze nie. Jeśli teraz się z nią skonfrontujesz, zaprzeczy albo ucieknie. Musisz być mądra”.
„Avery by tego nie zrobiła”.
„To moja córka”.
„I próbuję ją chronić” – powiedziała ostro Marisa. „Ma szesnaście lat. Nie możesz udawać, że jest idealna”.
Pociągnęłam za nadgarstek i poszłam na górę. Avery była w swoim pokoju, ze słuchawkami na uszach, pochylona nad pracą domową. Spojrzała w górę, kiedy otworzyłam drzwi, i uśmiechnęła się, jakby wszystko było w porządku.
„Cześć, tato. Wszystko w porządku? Wyglądasz blado”.
Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa. Po prostu stałam, próbując pogodzić dziewczynę przede mną z postacią z tego filmu.
„Ma 16 lat.
Nie możesz udawać, że jest idealna”.
W końcu udało mi się powiedzieć: „Avery, byłaś w moim pokoju, kiedy mnie nie było w domu?”
Jej uśmiech zniknął. „Co?”
„Odpowiedz mi”.
Wyprostowała się, teraz w postawie obronnej. „Nie. Po co miałabym?”
Drżały mi ręce. „Czegoś brakuje w moim sejfie”.
Jej twarz się zmieniła… najpierw zmieszanie, potem strach, a potem gniew. A ten gniew był tak typowy dla Avery, że o mało mnie nie rozdarł.
„Czegoś brakuje w moim sejfie”.
„Czekaj… oskarżasz mnie, tato?” – odparła.
„Nie chcę” – powiedziałem szczerze. „Potrzebuję tylko wyjaśnienia. Bo na nagraniu z monitoringu widziałem kogoś w szarej bluzie z kapturem, jak wchodził do mojego pokoju”.
„Szarej bluzie z kapturem?” Wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym wstała i podeszła do swojej szafy. Wyciągnęła puste wieszaki, odsunęła kurtki i odwróciła się do mnie.
„Mojej szarej bluzy z kapturem” – powiedziała. „Tej za dużej, którą zawsze noszę. Nie ma jej od dwóch dni”.
Mrugnąłem. „Co?”
Wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę,
potem wstała i podeszła
do swojej szafy.
„Zniknęło, tato. Myślałam, że zostawiłam je w pralni. Myślałam, że może je wyprałeś. Ale nie. Po prostu zniknęło”.
Coś zimnego i ciężkiego opadło mi na pierś. Zbiegłam na dół. Marisa była w kuchni, spokojnie nalewając sobie szklankę wody, jakbym nie podłożyła bomby w salonie.
„Bluza Avery zniknęła” – wyznałam.
Marisa nawet nie drgnęła. „I co z tego?”
„Cóż, to może być każdy z tych nagrań”.
Przekrzywiła głowę zirytowana. „Żartujesz sobie?”
Coś zimnego i ciężkiego opadło mi na pierś.
Wpatrywałam się w nią. „Chwileczkę”.