Palący, ostry i rozdzierający ból przeszył mój żołądek.
Też spojrzałam w dół.
Ciemna, czerwona, ciepła kałuża rozlała się po nieskazitelnym dywanie pokoju.
Moja krew.
Krew Michaela.
Z trudem łapałam oddech. Świat wirował jak szalony.
„Nie” – wyszeptałam łamiącym się głosem.
Moje zakrwawione dłonie chwyciły się za brzuch.
„Proszę… tylko nie moje dziecko.”
Światła w pokoju zamigotały.
Krzyk mojej matki ucichł w oddali.
A ciemność całkowicie mnie pochłonęła.
CZĘŚĆ 3 Pierwszą rzeczą, jaką poczułem, był chłód.
Sterylne, chemiczne zimno.
Zapach antyseptyku i Betadyny palił mnie w nozdrza.
Potem jednostajny dźwięk kardiomonitora przeszył mój otępiały umysł.
Otworzyłem oczy z bolesną powolnością.
Światło jarzeniówki padające ze szpitalnego sufitu oślepiło mnie na chwilę.
Ciepła, szorstka dłoń ścisnęła moją tak mocno, że czułem, jakby miała mi połamać kości.
Odwróciłem głowę.
David tam był.
Siedział na plastikowym krześle obok mojego łóżka.
Jego oczy były zaczerwienione, podkrążone. Jego ubranie robocze było pogniecione.
Płakał cicho.
Ale za jego łzami kryła się absolutna wściekłość, zimna i żarząca.
„David…” – wychrypiałam, czując suchość w gardle.
Zerwał się na równe nogi i przycisnął usta do mojego czoła.
Trząsł się na całym ciele.
„Emma?” – zapytałam, a panika sprawiła, że moje tętno na monitorze gwałtownie przyspieszyło.
„Jest bezpieczna” – wyszeptał David. „Jest z moją siostrą. Nic jej nie jest”.
Spojrzałam na swój brzuch.
Wciąż był okrągły.
Ale ból w żebrach i miednicy był potworny.
„Michael?” – wyszeptałam, przerażona odpowiedzią.
David zamknął na chwilę oczy.