„Camille, posłuchaj mnie. To nie tak, jak myślisz”.
„To wstyd” – odpowiedziała. „Bo chyba zamknąłeś żonę w piwnicy, ukradłeś jej telefon, oddałeś biżuterię jej matki swojej kochance i przedstawiłeś ją inwestorom jako panią Delcourt”.
W sali rozległ się szmer.
„Niszczysz firmę” – wyszeptał Marc.
Camille wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę.
Nie wspomniał o strachu, który czuła,
Ani upokorzenie, ani lata, przez które wymazał jej imię. Jej jedynym bólem była utrata tego, co dla niego zbudowała.
„Zniszczyłeś to w chwili, gdy przekręciłeś klucz”.
Odwróciła się do Léi.
„Zdejmij naszyjnik”.
Léa położyła dłonie na karku. Jej palce drżały zbyt mocno, by odnaleźć zapięcie.
„Nie wiedziałam, że cię zamknął”.
„Nazywałaś go „kochanym” za drzwiami”.
Twarz Léi posmutniała. Camille sama otworzyła zapięcie i wyjęła szmaragdy. Kamienie były zimne w jej dłoni, ale dotyk przywołał wspomnienie dłoni matki.
Adrien przemówił.
„Fundusz de Villiers natychmiast wycofuje swoje zaangażowanie w wysokości 600 milionów euro”. Nasi prawnicy przekażą również władzom informacje dotyczące kradzieży tożsamości, fałszywych oświadczeń wobec inwestorów i wykorzystania majątku należącego do mojej siostry.
Marc się zawahał.
„Nie możesz tego zrobić. Tysiące miejsc pracy zależą od tej operacji”.
„Zależały przede wszystkim od kompetencji Camille” – odpowiedział Adrien. „Kompetencja, którą starannie ukrywałeś”.
Podarł kontrakt na kilka kawałków. Kamery uchwyciły, jak papier spada na przesiąknięty szampanem obrus.
Marc podszedł bliżej do Camille.
„Możemy to załatwić w rodzinie”.
Béraud wkroczył do akcji.
„Przestaliście być rodziną, kiedy ją zamknęliście”.
Camille nie krzyczała. Nie domagała się przeprosin. Schowała naszyjnik z powrotem do torebki i wyszła z Adrienem. Za nią Marc zawołał ją po imieniu, jak człowiek, który właśnie zdał sobie sprawę, że ją stracił.
W windzie nogi Camille zaczęły drżeć.
Adrien spojrzał na jej dłonie. Jego paznokcie wbiły się w jej dłoń.
„Jesteś ranna?”
„Nie”.
„Przestań odpowiadać jak on. Tak, odpowiadasz”.
Podał jej chusteczkę.
„Przepraszam za tę inwestycję” – mruknęła.
Adrien ledwo wzruszył ramionami.
„600 milionów to pieniądz. Jesteś moją siostrą. Nie mylę tych dwóch rzeczy”.
Potem jego wyraz twarzy się zmienił.
„W każdym razie moi eksperci wykryli 4,8 miliona euro w podejrzanych przelewach. Nigdy bym tego nie podpisał”.
Adrien wysłał ją do swojego mieszkania w 7. dzielnicy pod opiekę Bérauda. Nie pozwolił jej wrócić do Neuilly.
— Człowiek, który właśnie stracił reputację, firmę i finansowanie, nie staje się rozsądny. Staje się niebezpieczny.
Tej nocy Camille nie spała. Zalogowała się do starej infrastruktury informatycznej Delcourt Mobilités, używając nazwy użytkownika, której nikt nie pomyślał o usunięciu. Zbudowała system, zanim Marc zatrudnił armię konsultantów, których zadaniem było sprawić, by wyglądało na to, że to on go stworzył.
Akta otwierały się jak drzwi pozostawione bez opieki.
Faktury wystawione na Vasseur Conseil.
Opłaty za świadczone usługi.
Przelewy do Luksemburga, a następnie zwroty do Francji jako zaliczki.
Wiadomości od Marca nakazujące zmianę opisów.
Tajna umowa, która stanowiła, że po rozwodzie 20% aktywów Léi zostanie mu wypłacone.
Planował więc odejść od Camille, gdy tylko uda się zabezpieczyć 600 milionów.
O 6:40 rano Adrien wszedł do kuchni i zastał ją przed trzema filiżankami zimnej kawy.
„Nie spałaś”.
„Znalazłam pieniądze”.
Przesunęła laptopa w jego stronę.
Adrien zacisnął szczękę.
„Wyślij wszystko do Maître Solène Aubry”.
„Już załatwione”.
Solène Aubry, prawniczka z paryskiej izby adwokackiej i przyjaciółka Camille od czasów studenckich, przybyła po południu. Słuchała opowieści bez przerywania: piwnica, kradzież tożsamości, biżuteria, akta, groźby związane z dawną terapią psychologiczną.
Kiedy Camille skończyła, Solène zdjęła okulary.
„Twój mąż przekształcił rozwód w sprawę karną. Fałszerstwo, sprzeniewierzenie majątku firmy, oszustwo, defraudacja, prawdopodobnie pranie brudnych pieniędzy. Uważał, że twoje milczenie jest dowodem niekompetencji”.
„Chcę odzyskać dom, moje udziały, moje patenty i wszystko, co odziedziczyłam. Nie chcę teatralnej zemsty”.
„Doskonale. Prawda będzie wystarczająco teatralna”.
Przez trzy dni kanały informacyjne transmitowały przybycie Camille do sali operowej. Najczęściej udostępniany nagłówek podsumowywał wszystko: „Przedstawia swoją kochankę jako żonę bratu, który ma zainwestować 600 milionów”.
Banki zawiesiły linie kredytowe. Rada dyrektorów wezwała Marca. Kilku klientów domagało się niezależnego audytu.
Jej komunikaty zmieniały się z próśb w groźby.
„Léa mną manipulowała”.
„Możemy odbudować naszą relację”.
„Twój brat nastawia cię przeciwko mnie”.
Potem:
„Jeśli mnie zniszczysz, upadniesz razem ze mną. Mam akta psychiatry”.
Camille bez mrugnięcia okiem przeczytała ostatnie zdanie. Spotkanie odbyło się po 28 nocach niemal bezsennej pracy, podczas której poprawiała błędy w międzynarodowym projekcie.
Marc nalegał, żeby poszła na terapię, a potem zachował notatkę, w której wspominał o lęku reaktywnym. Nie chciał jej leczyć. Chciał sfabrykować dowody.
Rano czwartego dnia Béraud ogłosił, że Léa czeka w holu.