Skinęła głową.
„Masz rację”.
Kiedy zobaczyła Camilę, zakryła usta dłonią.
„Moje dziecko…”
Camila nie podeszła bliżej.
„Nigdy do mnie nie dzwoniłaś, żeby zapytać, czy chcę przyjść”.
Teresa spuściła głowę.
„Nie. I to była moja wina. Wierzyłem w to, co mi mówili, bo to było łatwiejsze niż stawienie czoła własnemu synowi”.
Mateo schował się trochę za mną.
„Chciałeś, żebyśmy tu byli?”
Potem z wejścia wyłonił się Don Ernesto, mój teść.
„Bardziej niż możesz sobie wyobrazić, synu”.
Jego głos drżał, co sprawiło, że Mateo szybko zamrugał.
Zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, Patricia wyszła na taras. Kiedy mnie zobaczyła, wyraz jej twarzy się zmienił. Za nią szła Regina, 16-latka, zdezorientowana, elegancka w niebieskiej sukience.
„Isabel” – powiedziała Patricia. „Teresa właśnie mi powiedziała. Myślałam, że nie chcesz, żebyśmy się do siebie zbliżały”.
„Nigdy tego nie powiedziałam”.
Patricia zacisnęła szczękę.
„Roberto powiedział mi, że lepiej cię nie szukać, że wolisz trzymać dzieci oddzielnie”.
Camila spojrzała na Reginę.
„Myślałam, że to przez ciebie mój tata nie chciał nas zabrać”.
Regina zbladła.
„Myślałam, że nie chcesz się ze mną spotkać”.
Przez kilka sekund nikt się nie odzywał. Zapadła okropna cisza, pełna straconych lat.
„Dzieci nie są winne kłamstwom dorosłych” – powiedziałam.
Patricia natychmiast skinęła głową.
„Dobrze”.
Teresa otworzyła drzwi.
„Roberto jest w środku. Jedzą kolację”.
Spojrzałam na dzieci.
„Nie musisz wchodzić, jeśli nie chcesz”.
Camila mocniej ścisnęła małe wiaderko.
„Chcę go usłyszeć”.
Mateo wziął mnie za rękę.
„Pójdę z tobą”.
Weszliśmy do środka.
Stół w jadalni był zajęty. Krewetki, grillowana ryba, sałatka, szklanki, białe serwetki. Wszyscy rozmawiali, dopóki Roberto mnie nie zobaczył.
Jego uśmiech zniknął.
„Isabel”.
Podeszłam i stanęłam przed nim.
„Zapomniałaś zaprosić trzy osoby na rodzinną tradycję”.
Roberto wstał tak szybko, że jego krzesło zaskrzypiało.
„To nie jest odpowiedni moment”.
„Ta linia działała u ciebie przez 11 lat”.
Spojrzał na Teresę.
„Co zrobiłaś, mamo?”
Teresa wyprostowała się.
„Powiedziałam twojej żonie prawdę”.
„Nie miałaś prawa”.
Cały stół zamarł.
„Nie miałam prawa?” zapytałam. „Powiedziałaś mi, że twoja rodzina nas tu nie chce. Powiedziałaś im, że nie chcę przychodzić. Powiedziałaś Patricii, że nie chcę, żeby dzieci spędzały razem czas”. „Rozsiewasz kłamstwa, żeby nikt nie porównywał wersji”.
Roberto uniósł ręce.
„Chciałem tylko uniknąć problemów”.
„Nie chciałeś unikać problemów. Chciałeś decydować, kto jest twoim miejscem, a kto nie”.
Patricia zrobiła krok naprzód.
„Nie wciągaj w to Reginy. Ani mnie”.
Roberto spojrzał na nią zdesperowany.
„Patricio, wiesz, że po rozwodzie Regina potrzebowała stabilizacji”.
„A Camila i Mateo potrzebowali uczciwego ojca” – odpowiedziała.
Don Ernesto położył obie ręce na stole.
„Roberto, odpowiedz mi na jedno. Czy Isabel i dzieci były kiedykolwiek zaproszone?”
Roberto otworzył usta, ale nic nie wydobył z siebie.
Jego milczenie było całkowitym wyznaniem.
Camila podeszła do niego. Postawiła małe fioletowe wiaderko na stole, wśród drogich talerzy.
„Kiedy byłem dzieckiem, myślałem, że moi dziadkowie mnie nie kochają”.
Roberto przełknął ślinę.
„Camilo, moja kochana…”
„Nie nazywaj mnie tak teraz”.
Próbował do niej podejść, ale się cofnęła.
„Pomyślałem wtedy, że może nie chcesz mnie przez całe swoje życie. Tylko w tych częściach, które ci odpowiadają”.
Mateo zaczął cicho płakać.
„Tato, wstydziłeś się nas zabrać?”
Roberto się załamał.
„Nie. Oczywiście, że nie. Kocham ich”.
„Miłość się nie ukrywa” – powiedziała Camila.