Bolało tak bardzo, że na krawędziach pola widzenia pojawiły się czarne plamy, ale mimo to się śmiałam.
Szczęka Juliana drgnęła.
— Co cię tak bawi?
— Ćwiczyłeś tę przemowę — powiedziałam. — Ale zapomniałeś o kamerach.
Część 3: Wybija czternasta
Julian zamarł.
Jego arogancki uśmiech zachwiał się, gdy wzrok powędrował ku górnym narożnikom wysokiego sklepienia.
— System monitoringu został wyłączony na czas przyjęcia — powiedziała spokojnie Beatrice, choć w jej eleganckim głosie dało się usłyszeć napięcie.
Poprawiła perły i spojrzała na mnie z pogardą.
— Przestań próbować nas zastraszać, Claro. Niczego nie masz.
— Kamery w domu rzeczywiście nie działały — wydusiłam, unosząc się do pozycji siedzącej pomimo ostrego, pulsującego bólu promieniującego przez plecy i biodra.
Ochronnie objęłam brzuch i poczułam mocne, szybkie kopnięcia dziecka.
Wytrzymaj, maleństwo.
Jeszcze tylko kilka sekund.
Spojrzałam prosto na Chloe, której dłoń nadal spoczywała na płaskim brzuchu.
— Nie mówię o kamerach w domu, Jules. Mówię o diamentowej broszce, którą twój ojciec podarował matce na trzydziestą rocznicę ślubu. Tej samej, którą uparła się, żebym dziś założyła, aby wszyscy zobaczyli, jak „hojna” jest rodzina Vance’ów.
Dłoń Beatrice natychmiast powędrowała do obojczyka, gdzie na jedwabnej sukience błyszczała misternie wykonana platynowo-diamentowa broszka.
— Ukryta kamera o wysokiej rozdzielczości — wyszeptałam, a mój zakrwawiony uśmiech stał się szerszy. — Z transmisją satelitarną na żywo bezpośrednio do Wydziału Przestępstw Finansowych Departamentu Sprawiedliwości. Widzieli każdą sekundę. Słyszeli, jak twój ojciec nazwał mnie śmieciem. Słyszeli, jak Julian przyznał się do odepchnięcia kobiety w ósmym miesiącu ciąży. A co najważniejsze… usłyszeli, jak trzy minuty przed krojeniem tortu przyznałaś się do korzystania z zagranicznych rajów podatkowych.
Z twarzy Arthura odpłynęła cała krew.
— Co powiedziałaś?
Dzyń, dzyń.
Dzwonek przy drzwiach nie zabrzmiał jak zapowiedź przybycia gościa.
Natychmiast zagłuszył go potężny huk tarana rozbijającego wielkie podwójne mahoniowe drzwi wejściowe.
— FBI! Nikt się nie rusza! Zostać na miejscach!
W sali rozległy się krzyki.
Pięćdziesięcioro gości z wyższych sfer zaczęło cofać się w panice, rozlewając starego szampana i przewracając kompozycje kwiatowe.
Do środka wdarł się oddział uzbrojonych agentów federalnych w pełnym wyposażeniu taktycznym.
Trzymali uniesione karabiny.
Za nimi weszli śledczy po cywilnemu, niosąc całe stosy federalnych nakazów przeszukania.
Na czele zespołu szedł starszy agent specjalny Marcus Thorne z grubym skórzanym segregatorem w dłoni.
Julian odruchowo się cofnął.
Był blady jak kreda.
Ścisnął ramię Chloe tak mocno, że zapiszczała z bólu.
— Tato… co to jest? Powiedz im, kim jesteśmy!
Arthur ruszył naprzód, przybierając zwyczajową, władczą postawę z sali zarządu.
— Funkcjonariuszu, nazywam się Arthur Vance. To prywatna posiadłość, a panowie dopuszczają się wtargnięcia na…
— Proszę sobie darować, panie Vance — przerwał mu agent Thorne, nawet na niego nie patrząc.
Skinął na zespół taktyczny.
— Zabezpieczyć teren. Nikt nie wychodzi. Natychmiast przejąć wszystkie telefony, laptopy i dyski twarde.
Agent Thorne przeszedł prosto obok miliardera i oszołomionych gości, po czym uklęknął przy mnie.
Jego surowa twarz natychmiast złagodniała, gdy przywołał oczekujących w holu ratowników medycznych.
— Claro — powiedział łagodnie, podtrzymując moje plecy. — Otrzymaliśmy transmisję dźwięku. Wszystko w porządku?
— Dziecko — wydusiłam, gdy łzy wreszcie popłynęły mi po policzkach z czystego bólu. — Odepchnął mnie. Muszę jechać do szpitala.
Thorne gwałtownie uniósł głowę i spojrzał na Juliana z lodowatą, zabójczą intensywnością.
— Ratownicy! Natychmiast nosze! Najwyższy priorytet!
Część 4: Upadek imperium
Kiedy zespół medyczny ruszył z noszami, w sali wybuchł całkowity chaos.
Beatrice wrzeszczała, gdy agent zabierał jej telefon i odpinał diamentową broszkę, zabezpieczając ją w przezroczystej torbie dowodowej.
— Nie możecie mnie dotykać! Macie pojęcie, kim są moi prawnicy?!
— Pani prawnicy otrzymują właśnie równoczesne nakazy przeszukania swoich biur na Manhattanie, pani Vance — odpowiedział agent Thorne, wstając i wyciągając z kieszeni płaszcza gruby plik nakazów aresztowania.
Odwrócił się do Arthura.
— Arthurze Vance, zostaje pan aresztowany pod zarzutem udziału w zorganizowanej działalności przestępczej, oszustw telekomunikacyjnych, kradzieży na wielką skalę oraz spisku mającego na celu uchylanie się od podatków w łącznej wysokości czterystu pięćdziesięciu milionów dolarów.
Szczęka Arthura zadrżała.