Przez chwilę wydawał się zirytowany.
„Prosiłem, żebyś poczekał w samochodzie”.
Opowiedziałem o fotografach.
Mario natychmiast zgasił światła na dziedzińcu i poprosił o zasłonięcie zasłon wokół pacjentów.
„Nie chcę ani jednego zdjęcia tych ludzi w łóżkach”.
„Możemy wyjść tylnym wejściem” – zasugerował pracownik.
Mario spojrzał na pacjentów, wilgotne ściany i prawie puste kartony, w których miały być przechowywane leki.
Potem pokręcił głową.
„Nie. Jeśli ukryję wyjście, będzie wyglądało, że przyszedłem tu zrobić coś haniebnego. Ale oni też nie będą wykorzystywać swojego cierpienia dla rozrywki”.
Otworzył drzwi wejściowe.
Fotografowie unieśli aparaty, gdy tylko go zobaczyli.
Mario ruszył prosto w ich stronę.
„Czego się spodziewasz?”
Mężczyzna z aparatem uśmiechnął się.
„Powiedziano nam, że przyszedłeś tu z powodu kobiety. Zdjęcie mogłoby wszystko wyjaśnić”.
„Jest tu kilka kobiet. A także chorzy mężczyźni, starsi ludzie bez emerytur i artyści, których wszyscy oklaskiwali, zanim o nich zapomnieli”.
Fotograf próbował spojrzeć za siebie.
Mario blokował wejście.
„Jeśli chcesz kogoś sfotografować, sfotografuj mnie. To nie dekoracje do sprzedaży gazet”.
Drugi mężczyzna zapytał, dlaczego przybył tak wcześnie rano.
„Bo kiedy jadłeś obiad, apteka odmówiła wydania leków z powodu długu, który nigdy nie powinien powstać”.
Odpowiedź na chwilę rozbroiła ich obu.
Jeden z nich zrobił zdjęcie Maria przed drzwiami.
Potem zapytał, kto ukradł pieniądze.
Mario milczał.
Nie miał jeszcze wszystkich dowodów i odmówił postawienia zarzutów, które mogłyby zaalarmować sprawcę, zanim zapoznał się z zeznaniami.
Wsiadł z powrotem do samochodu.
„Ruszaj, Julián”.
Przejechałem dwie przecznice, zanim odważyłem się zapytać, czy mam iść do jego domu.
„Najpierw do szpitala ogólnego”.
„Źle się czujesz?”
„Nie ja. Jeden z pacjentów musi zostać przewieziony przed świtem. Znajdziemy kogoś, kto go zabierze”.
Przez kolejne trzy godziny jeździliśmy od szpitala do szpitala, od apteki do apteki i od gabinetu do gabinetu.
Mario korzystał z automatów telefonicznych, budził znajomych lekarzy i wezwał karetkę po starego komika.
Nie opowiadał żadnych dowcipów.
Nie podnosił głosu.
Nie pozwolił też nikomu powiedzieć pacjentom, kto zapłacił za leki i jedzenie.
O piątej rano wróciliśmy do samochodu.
Nie spałem prawie dwadzieścia cztery godziny.
Mario wydawał się jeszcze bardziej zmęczony, ale nadal przeglądał rachunki w słabym świetle sufitu.
„Panie Mario, dlaczego nie zrobił pan tego w ciągu dnia?”
„Bo Don Álvaro opróżniłby resztę, zanim zdążyłbym go powstrzymać”.
„Więc co teraz pan zrobi?”
„To, co powinienem był zrobić od początku: zbadać, zgłosić i zwrócić każde peso wydane pod moim nazwiskiem”.
To była pierwsza rzecz, w którą nie mogłem uwierzyć.
Spodziewałem się odkryć kochankę, sekretną imprezę albo jakiś ukryty nałóg, który karmiły tabloidy.
Znalazłem mężczyznę, który ścigał faktury, podczas gdy połowa miasta spała.
Ale największe zaskoczenie przyszło tydzień później.
Don Álvaro przestał pracować dla Mario.
Publiczna wersja wydarzeń mówiła o różnicach administracyjnych, chociaż kilku prawników zaczęło analizować konta kasy kredytowej.
Część pieniędzy udało się odzyskać.
Inne kwoty nigdy nie wypłynęły.
Mario sprzedał samochód i wykorzystał uzyskane środki na pokrycie pozostałego salda, podczas gdy roszczenia nadal napływały.
Nigdy nie pozwolił, aby sprzedaż reklamowano jako akt dobroczynności.
„Niczego nie oddaję” – wyjaśnił. „Oddaję pieniądze, które zniknęły, gdy użyczałem swojego nazwiska bez żadnego nadzoru”.
To zdanie zmieniło moją perspektywę.
Nie próbowałem udawać świętego.
Zrozumiałem, że jego zaufanie wyrządziło krzywdę i zrozumiałem, że naprawienie tego błędu również należy do jego obowiązków.
Kontynuowałem jazdę.
Nikomu nie powiedziałem, co się stało, nawet mojemu
Moja żona Amalia.
Była chora, zanim jeszcze zacząłem tę pracę.
Na początku lekarze mówili, że to tylko wyczerpanie.
Potem odkryli problem z sercem, który wymagał operacji zbyt kosztownej dla nas.
Diagnozę schowałem w kieszeni kurtki.
Bałem się prosić o pomoc, bałem się, że Mario pomyśli, że próbuję wykorzystać jego sławę.
Zacząłem brać dodatkowe zmiany.
Jeździłem w ciągu dnia, a w nocy naprawiałem samochody sąsiadów, śpiąc tylko kilka godzin.
Mario zauważył zmianę.
„Hamujesz późno” – powiedział mi pewnego ranka. „Tak się dzieje, gdy myśli kierowcy krążą gdzie indziej”.
Zapewniłem go, że jestem po prostu zmęczony.
Obserwował mnie w lusterku wstecznym.
„Wyczerpanie może zabić również ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z twoimi problemami. Odpocznij dziś po południu”.
„Muszę iść do pracy”.
„To nie było zaproszenie do kłótni”.
„Muszę iść do pracy”. Dał mi pieniądze na cały dzień i poprosił o inny samochód.
Poczułem się upokorzony.
Myślałem, że uważa mnie za za starego lub niezdolnego do pracy.
Wróciłem do domu i zastałem Amalię pochyloną nad stołem, ciężko oddychającą.
Pospiesznie zawiozłem ją do szpitala.
Lekarze powiedzieli, że nie możemy dłużej czekać.
Operacja musi zostać przeprowadzona w ciągu trzech dni, w przeciwnym razie ryzyko niebezpiecznie wzrośnie.
Zapytałem, ile to będzie kosztować.
Kwota była wyższa niż wszystkie moje oszczędności, nawet jeśli sprzedałbym samochód, meble i narzędzia odziedziczone po ojcu.
Tej nocy wróciłem do pracy.
Mario wsiadł do samochodu po sesji nagraniowej i znalazł na przednim siedzeniu wniosek kredytowy.
Planowałem złożyć go w banku tego ranka.
„Co to jest?”
Próbowałem mu go wyrwać, ale przeczytał już imię Amalii i słowo „operacja”.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?”
„Bo zatrudniłeś mnie do prowadzenia, a nie do rozwiązywania moich problemów”.
Mario schował dokument do marynarki.
„Zabierz mnie do domu”.
Nie rozmawialiśmy podczas jazdy.
Gdy się żegnaliśmy, poinformował mnie, że nie będę pracować przez tydzień i że zatrzymam sobie pełną pensję.
„Nie mogę tego przyjąć”.
„W takim razie potraktuj to jako polecenie od szefa. Te słowa, które tak lubisz, muszą się do czegoś przydać”.
Następnego ranka wróciłem do szpitala, żeby poprosić o dodatkowy urlop.
Urzędniczka sprawdziła moją dokumentację i powiedziała, że pierwsza rata została już pokryta.
Myślałem, że się pomyliłem.