Ciąg dalszy historii
— Z mojej pensji. Kobieta oparła się gwałtownie o oparcie krzesła, jakby w jednej chwili postarzała się o dekadę. — Boże — wyszeptała. — Co ja narobiłam… Spojrzała na mnie, oczy miała matowe. — Mario, ja… nie wiem, co powiedzieć. Przepraszam. Nie wiedziałam… Milczałam. Nie dla niej — dla siebie. Słowa ugrzęzły mi w gardle, nie chciały wyjść. Sebastian zrobił krok w moją stronę. — Naprawię to. Obiecuję. Zacznę od nowa, wszystko wytłumaczę tobie, mamie… znajdę normalną pracę… — Sebastianie — przerwałam mu łagodnie, ale stanowczo — nie trzeba. Nie chcę napraw. Chcę ciszy. I prawdy. A teraz jesteś tylko kimś, komu nie wierzę. Pobladł. Zrobił jeszcze krok, ale się cofnęłam. — Spakuj rzeczy. Dziś. I powiedz mamie, gdzie będziecie mieszkać. Małgorzata podniosła wzrok — bez złości, tylko z bólem i zagubieniem. — Pomogę mu. Przeprowadzimy się do mojej siostry. Przepraszam cię, Mario. Byłam okropna. Skinęłam głową. Bez urazy, bez wybaczenia. Po prostu skinęłam. Kiedy pakowali swoje rzeczy, powoli zbierałam z podłogi odłamki tamtej wazy. Każdy ostry fragment wbijał się w palce, ale było mi wszystko jedno.
Niech już lepiej boli skóra niż serce. Kiedy drzwi wejściowe wreszcie się zamknęły, usiadłam na podłodze i zamknęłam oczy. Kuchnia, salon, ściany — wszystko wreszcie stało się naprawdę moje. Bez udawania, bez kłamstw. Minął tydzień. Cisza w mieszkaniu brzmiała jak nowy dźwięk, do którego dopiero się przyzwyczajałam. Wieczorem wyjęłam z szuflady akt darowizny i długo patrzyłam na podpis ojca. On wierzył, że to mój dom — i ja w końcu poczułam to samo. Zadrżał telefon. Wiadomość od Sebastiana: „Zrozumiałem wszystko. Zacząłem nową pracę. Jeśli kiedyś będziesz mogła mi wybaczyć — jestem obok.” Patrzyłam długo na ekran, po czym wyłączyłam telefon. Czasem trzeba stracić małżeństwo, żeby odzyskać siebie. Z sąsiedniego pokoju pachniało kawą. Nowy dzień. Nowe powietrze. Nowa ja.