Ciąg dalszy historii
– Chce pan, żebym mu nic nie mówiła? Jedno, wyraźne mrugnięcie. „Tak”. Jakby stała na granicy dwóch światów – obowiązku zawodowego i jakiejś nieznanej siły, która kazała jej zaufać pacjentowi. Milczała kilka chwil, po czym cicho odpowiedziała: – Dobrze… nie powiem nikomu. Na razie. Siedzieli w ciszy, słuchając plusku wody. Łukasz już nie mrugał. Jego twarz znów zastygła. Ale Karolina wiedziała, że to, co widziała, było prawdą. Tego wieczoru, w domu, zapisała wszystko w notesie: „4 listopada. Pacjent Łukasz Moro. Ruch palców, próba kontaktu. Lekarzy nie poinformowałam.” Sama nie mogła uwierzyć w to, co napisała. Minął tydzień. Za każdym razem, gdy kąpała Łukasza, próbował dawać znaki. Ruszał palcami, mrugał częściej. Czasem wydawało się, że jego usta drgnęły. Aż pewnego wieczoru, gdy w oddziale prawie nikogo już nie było, Łukasz nagle wciągnął powietrze – głośno, wyraźnie. Karolina krzyknęła. Jego oczy zwróciły się ku niej, a z gardła wydobył się zachrypnięty, ledwo słyszalny szept: – P… pomóż… Karolinie zakręciło się w głowie. Chwyciła się poręczy. – Co? Czego potrzebujesz, Łukasz? – wyszeptała. Próbował mówić, ale wydał tylko charczenie. Karolina wyciągnęła telefon, włączyła nagrywanie i powiedziała: – Powtórz, proszę. Powoli.
Na nagraniu słychać było kilka ciężkich oddechów… a potem bardzo cicho: „Pod… łóżkiem…”. Cisza. Jego oczy przewróciły się, oddech wyrównał. Następnego ranka Karolina przyszła wcześniej. Sala była pusta. Na miejscu Łukasza – czyste łóżko. Gdy zapytała o niego Artura, wzruszył ramionami: – Zabrali go w nocy. Lekarz powiedział, że przenieśli do innego szpitala. Ale Karolina wiedziała, że to niemożliwe: wypisu nie można było zrobić bez podpisu i badań. W szafce Łukasza wciąż leżały jego rzeczy osobiste. Podeszła do łóżka, uklękła i zajrzała pod nie. W mroku stała mała metalowa puszka, porysowana, z rdzą na brzegach. Na wieczku wygrawerowane inicjały: **Ł.M.** Karolina otworzyła pudełko. W środku – strzępy starych notatek medycznych, zdjęcia, a pod nimi – pendrive. Wieczorem podłączyła go do swojego laptopa. Na ekranie pojawił się folder o nazwie: **„Projekt Moro. Reanimacja świadomości.”** Pliki opisane: „eksperymentalna stymulacja”, „kontrola paraliżu”, „zniszczyć dane do 15.10”. Karolina zamknęła laptopa, uświadamiając sobie, że ma w rękach nie tylko opowieść o cudzie, ale dowód na straszną tajemnicę, za którą ktoś był gotów zabijać. Spojrzała w okno, za którym migały chłodne światła nocnego miasta, i wyszeptała: – Łukasz… pomogę ci. Obiecuję.