Operacja poszła dobrze. Pierwsze dni były ciężkie – ból, bezsenność, nudne jedzenie i zapach środków dezynfekcyjnych, który wchodził we włosy. Bogdan dzwonił co dwa, trzy dni. Mówił, że wszystko ogarnia, że rachunki zapłacone, że kwiatom na balkonie się aż za dobrze powodzi. Pytałam, ile wydał – machnął ręką. “Mamo, leż i zdrowiej, ja pilnuję.”
Pod koniec drugiego tygodnia poprosiłam o sprawdzenie salda. Taki odruch – całe życie pilnowałam każdej złotówki. Z emerytury i pensji ze szkółki odkładałam po trochę, bo kto mi pomoże na starość, jak nie ja sama?
Konsultantka podała kwotę. Brakowało pięciu tysięcy.
Pięć tysięcy złotych. Nie czterystA, nie pięćset na rachunki i zakupy. Pięć tysięcy.
Zadzwoniłam do Bogdana. Odebrał po piątym sygnale. W tle słyszałam telewizor i głos synowej.
“Bogdan, sprawdzałam konto. Gdzie jest pięć tysięcy?”
Cisza. Potem westchnienie, jakby to ja robiła mu problem.
“Mamo, no były bieżące wydatki. Rachunki, zakupy, dojazdy do ciebie, to, tamto.”
“Bieżące wydatki za pięć tysięcy? Mój czynsz to sześćset złotych, prąd i gaz razem dwieście, rata sto pięćdziesiąt. To jest mniej niż tysiąc. Gdzie reszta?”
“Nie będę się z tego tłumaczył” – powiedział tonem, którego nigdy wcześniej od niego nie słyszałam. “Dałaś mi pełnomocnictwo, to znaczy, że mi ufasz. A jak nie ufasz, to porozmawiamy po twoim wyjściu.”
Rozłączył się.
Leżałam na szpitalnym łóżku z telefonem przyciśniętym do piersi. Na korytarzu pielęgniarki rozmawiały o dyżurach. Za oknem padał deszcz. I w tym deszczu, w tym szarym świetle, coś się zmieniło. Nie umiałabym powiedzieć dokładnie co. Jakby ktoś przekręcił klucz w zamku, który do tej pory był zawsze otwarty.
Wyszłam ze szpitala w czwartek. Bogdan przyjechał mnie odebrać. Był uprzejmy. Niósł torbę, otwierał drzwi, kupił po drodze bułki i wędlinę. W mieszkaniu panował porządek – to muszę mu oddać. Kwiaty podlane, podłoga czysta, nawet firanki wyprane.
Siadłam przy kuchennym stole i poprosiłam o wyciąg z konta.
“Mamo, po co ci to?” – Bogdan stał przy oknie, ramiona skrzyżowane na piersi.
“Bo chcę wiedzieć, na co poszły moje pieniądze.”
“Powiedziałem ci. Bieżące wydatki.”
“Pokaż mi paragony.”