Wpatrywał się w nią, jakby widział ją po raz pierwszy.
— Uważaj — powiedział w końcu.
— Ty też.
Kiedy wróciła do domu, musiała usiąść na ławce w pralni, bo ręce trzęsły jej się za bardzo, żeby zdjąć buty. Siła dobrze wygląda w miejscach publicznych. W zaciszu często wygląda jak samotna kobieta, która po prostu próbuje oddychać.
W następną niedzielę Solange zadzwoniła do niej ze szpitala. Przez jedną bolesną sekundę Claire myślała, że Grégoire nie żyje.
„Claire” — powiedziała Solange łamiącym się głosem — „jestem na ostrym dyżurze w Nantes”.
„Co się stało?”
„Zemdlałam. Mówią o odwodnieniu”.
„Jesteś sama?”
Cisza.
„Tak”.
Oczywiście. Grégoire był w Cannes. Vanessa pewnie leżała na drogich prześcieradłach, z sokiem wyciskanym na świeżo i pod czujnym okiem. A Solange, uosobienie elegancji, wylądowała sama na noszach, bo syn, którego broniła całe życie, bawił się w ojca gdzie indziej.
Claire zawahała się. Iść. Nie iść. Ubrała się jednak. Nie z przebaczenia. Nie ze słabości. Żeby sprawdzić, czy jej nowo odkryte granice przetrwają bliskość.
W szpitalu Solange nagle wydała jej się stara. Bez szminki. Bez pereł. Plastikowa bransoletka na nadgarstku. Twarz pozbawiona opanowania.
„Mówią, że za mało jadłam” – mruknęła.
Claire nadal stała u stóp łóżka.
„Powiedziałaś Grégoire’owi?”
„Tak”.
„I co?”
„Nie odpowiedział.”
Zapadła między nimi cisza, niemal ciężka.
Potem Solange powiedziała:
„Powiedział mi, że wszystko wyolbrzymiasz. Że robisz to z upokorzenia.”
Claire nie odpowiedziała.
„Chciałam mu wierzyć” – dodała Solange.
To była prawdopodobnie najszczersza rzecz, jaką mu kiedykolwiek powiedziała.
Claire w końcu usiadła.
„Widziałam rachunki” – powiedziała. „Grégoire używał wspólnych funduszy dla Vanessy. Przenosił pieniądze. I ukrywał też przed tobą pewne rzeczy.”
„Jakie rzeczy?”
„Twoje długi wobec klubu. Twoje straty inwestycyjne.” Wydatki, które pokrył naszymi pieniędzmi, mówiąc ci coś jeszcze.
Mina Solange powoli zrzedła.
„Nie.”
„Tak.”
„Powiedział mi, że to tymczasowe porozumienie.”
„Zawsze mówi o jakimś porozumieniu.”
Solange spojrzała na swoje dłonie.
„Myślałam… Myślałam, że ma problem z tym, że zarabiasz więcej od niego”.
Claire zaśmiała się krótko, niemal smutno.
„Jestem pewna, że tak. Ale nie do mnie należało uspokajanie jego dumy”.
Oczy Solange napełniły się łzami.
„Zamierzasz go zniszczyć?”
Claire zastanowiła się przez chwilę. Łatwa odpowiedź brzmiała: tak. Prawdziwa odpowiedź była inna.
„Nie. Przestanę go chronić”.
Po wyjściu odprowadziła Solange do domu. Pielęgniarka nalegała, żeby jej od razu nie zostawiać samej. W mieszkaniu na konsoli leżały nieotwarte rachunki, zapisana lista zakupów, prawie pusta misa z owocami. Życie wciąż eleganckie, ale utrzymane na granicy…
Pusta od iluzji.
Claire upiekła tosty i zaparzyła herbatę. Nie z poczucia obowiązku. Bo nie mogła patrzeć na staruszkę drżącą nad paczką sucharów bez ruchu.
Kiedy odstawiła talerz, Solange mruknęła:
„Nigdy cię nie nienawidziłam, wiesz?”.
„To nie był dokładnie poziom, jaki chciałam osiągnąć”.
Ku swojemu zaskoczeniu, Solange zdołała się uśmiechnąć słabo.
„Byłaś dla niego lepsza, niż na to zasługiwał”.
To zdanie utkwiło w Claire jak gorąca drzazga.
Mediacja odbyła się trzy tygodnie później. Prosty pokój w Paryżu, letnia woda w karafkach, wszędzie akta, za zimna klimatyzacja. Grégoire siedział naprzeciwko niej w niebieskim garniturze, wyglądając na urażonego konsekwencjami. Jego prawnik siedział po jego lewej stronie. Anna po prawej stronie Claire. Stos dokumentów. Wycena aktywów. Podział długów. Analiza przepływów pieniężnych.
Po trzech godzinach Anna położyła na środku stołu dwa kolejne dokumenty.
„To dotyczy przeniesienia części kredytu hipotecznego zabezpieczonego domem na nieruchomość wynajmowaną w Cannes, opłat za prywatną klinikę i wydatków osobistych związanych z panią Dorléans” – powiedziała.
Vanessa Dorléans. Nawet jej nazwisko brzmiało zbyt elegancko.
Grégoire ledwo na nie spojrzał.
„To wydatki związane z podróżami służbowymi”.
„Na klinikę położniczo-sanatoryjną?” – zapytała Anna.
Potem położyła drugi dokument.
„I to dowodzi, że konto, z którego wspierano panią Valette, było finansowane wyłącznie przez panią Delmas przez 72 kolejne miesiące”.
Nastała kliniczna cisza.
„Wykorzystuje pan hojność rodziny” – powiedział Grégoire.
„Nie” – odpowiedziała Claire. „Dokumentuję to”.
Odwrócił się do niej.
„Czego pani chce?”
Cała ich historia kręciła się wokół tego jednego pytania. Dla niej pragnienie czegoś zawsze było interpretowane jako wada. Jeśli pragnęła sprawiedliwości, była trudna. Jeśli pragnęła prawdy, była dramatyczna. Jeśli pragnęła szacunku, była chłodna.
„Chcę chronić swój majątek. Chcę, żeby moje imię zostało oczyszczone ze wszystkich długów, które splamiłeś. Chcę sprawiedliwej likwidacji domu. Chcę, żeby moja firma pozostała poza moim zasięgiem, ponieważ jej nie sfinansowałeś ani nie wybudowałeś. I chcę, żeby ten rozwód nie zakończył się kolejną próbą przerobienia twoich zobowiązań na obowiązki wobec mnie”.
Twarz Grégoire’a stwardniała.
„Myślisz, że jesteś w tym wszystkim niewinny?”
„W jaki sposób?”