Dobrze.
Bezpieczeństwo zawsze kosztuje mniej przed pogrzebem.
Valeria zaśmiała się raz, ostro i z niedowierzaniem.
„Jest pan mechanikiem, panie Herrera”.
Camila sztywnieje.
Czujesz, jak cała stocznia reaguje, zanim ktokolwiek się odezwie.
Robles odwraca się do Valerii tak wolno, że cofa się o pół kroku.
„Mówi pan to, jakby to była drobnostka” – mówi.
Twarz Valerii zrzedła.
Kontynuuje.
„Widziałam statki, które przetrwały dzięki mechanikom. Widziałam oficerów z medalami, którzy stali bezradnie, podczas gdy mechanik słuchał gasnącego silnika i znalazł problem, zanim zrobił to ocean. Jeśli wasza organizacja zapomniała, co to słowo oznacza, to wyjaśnia, dlaczego tu jestem”.
Nikt się nie rusza.
Nawet mewy zdają się nie płakać.
Fuentes odchrząkuje.
„Pani Castañeda, proszę wrócić do biura administracyjnego”.
Jej oczy się rozszerzają.
„Przepraszam?”
„Teraz”.
Po raz pierwszy od czternastu miesięcy to Valeria zostaje zwolniona na oczach wszystkich.
Rozgląda się, szukając wsparcia.
Nie znajduje żadnego.
Nie działu kadr.
Nie Salgado.
Nie zarządu.
Nie pracowników, których oceniała, naciskała i sprowadzała do czerwonych lub zielonych pól na ekranie.
Odwraca się i odchodzi.
Nikt się nie śmieje.
To wręcz pogarsza sprawę.
Brak okrucieństwa pokazuje dokładnie, czego nigdy nie rozumiała o władzy.
Nie trzeba kogoś upokarzać, żeby się go pozbyć.
Trzeba tylko przestać pozwalać mu wyrządzać krzywdę.
Tej nocy wracasz do domu dopiero prawie o północy.
Camila śpi na kanapie w poczekalni pod kurtką Any. Jej mała dłoń jest przyciśnięta do twarzy. Na brodzie ma ślad po czekoladzie, ponieważ…
Spawacze kupili jej przekąski i potraktowali to jak akcję ratunkową.
Stoisz w drzwiach i patrzysz na nią.
Jesteś wyczerpany.
Twoja praca jest niepewna.
Twoja przyszłość wisi gdzieś między raportem Marynarki Wojennej a decyzją zarządu.
Ale twoja córka jest bezpieczna.
Okręt jest bezpieczny.
I po raz pierwszy od dawna nie czujesz się niewidzialny.
Robles pojawia się obok ciebie.
„Rozmawiałem z zarządem”.
Nie odwracasz wzroku od Camili.
„I co?”
„Valeria została zawieszona do czasu zakończenia śledztwa. Salgado współpracuje. Marynarka Wojenna wstrzymuje nowe zlecenia do czasu weryfikacji zgodności”.
Powoli kiwasz głową.
„To zaszkodzi stoczni”.
„Tak”.
„To też może ją uratować”.
Robles zerka na ciebie.
„Zawsze byłeś kiepski w udawaniu, że cię to nie obchodzi”.
O mało się nie roześmiałeś.
Podaje ci kopertę.
„Co to jest?”
„Tymczasowy kontrakt specjalisty marynarki wojennej. Trzydzieści dni. Dobre wynagrodzenie. Pełna odpowiedzialność za audyt napędu.”
Wpatrujesz się w to.
„A po trzydziestu dniach?”
„To zależy od tego, czy Puerto del Golfo zdecyduje się na stocznię, czy arkusz kalkulacyjny.”
Spoglądasz na kopertę.
A potem na Camilę.
„Potrzebuję godzin, żeby odebrać córkę.”
Robles kiwa głową.
„W takim razie wpisz je do kontraktu.”
Patrzysz na niego.
Wzrusza ramionami.
„Ludzie, którzy potrafią ratować statki, mogą odbierać swoje dzieci.”
To zdanie prawie cię załamuje.