Nie modlił się.
Po prostu wziął głęboki oddech, żeby niczego nie uszkodzić.
„Powiedziała, że to dziecko jej ojca”.
Camille zacisnęła usta.
„Dziecko powtarza słowa, które mu się podaje. To nie znaczy, że te słowa są medycznie poprawne. Ale mówią co innego.
W tym momencie wybiegła pielęgniarka.
„Doktorze, ona się obudziła. Ona rozmawia.”
Camille weszła do środka.
Thomas czekał za drzwiami.
Korytarz nie był cichy, ale wszystko wydawało się odległe, jakby ktoś umieścił szybę między nim a resztą szpitala.
Kilka sekund później Camille wróciła.
Była jeszcze bledsza.
„Sierżancie… ona właśnie coś powiedziała”.
Thomas podniósł wzrok.
„Co?”
„Zapytała, czy jej ojciec będzie zły, bo wspomniała o niebieskiej książeczce”.
W tym samym czasie opiekunka przyniosła brudny płaszcz, który zabrano Léi.
W wewnętrznej kieszeni znaleźli starą niebieską książeczkę medyczną, zmiękczoną od wilgoci.
Camille ostrożnie ją otworzyła.
Kilka stron było lekko sklejonych.
Na trzech z nich wciąż widoczne były stare etykiety z przyjęć do szpitala.
Daty nie były aktualne.
Notatki były krótkie, pisane pospiesznie.
Ból brzucha.
Wymioty.
Dziecko odesłano do domu z opiekunką.
Zalecono badanie kontrolne.
Nieobecność na wizycie.
Thomas poczuł, jak na twarzy pojawia się gwałtowny rumieniec.
Ta księga pamiątkowa nie była dramatycznym objawieniem.
Było gorzej.
Był administracyjnym dowodem kilku straconych okazji.
Młodsza pielęgniarka czytała Camille przez ramię, a potem usiadła na krześle, jakby ugięły się pod nią nogi.
„Była tu już wcześniej…” mruknęła.
Camille nie odpowiedziała od razu.
Spojrzała na etykiety, znaczki, godziny, ten mały ciąg niedokończonych gestów, które razem tworzyły historię samotności dziecka.
Thomas poprosił o kopię stron.
Poprosił, aby notatnik został zachowany razem z rzeczami Léi.
Poprosił o wyraźne odnotowanie nieobecności opiekuna.
Mówił spokojnie.
Nigdy nie czuł tak silnej potrzeby krzyczenia.
Wtedy zadzwonił telefon z recepcji.
Odebrała sekretarka, posłuchał, a potem spojrzał na Thomasa.
„Jakiś mężczyzna pyta, gdzie jest jego córka”.
Thomas się nie poruszył.
„Jak się nazywa?”
Sekretarka powtórzyła imię.
To, które Léa wyszeptała w karetce.
Ojciec przyjechał dziesięć minut później.
Miał na sobie ciemną kurtkę, buty pokryte zaschniętym błotem i tę nerwową pewność siebie ludzi, którzy wciąż mają nadzieję, że ich ton wystarczy, by coś zmienić”.
Zmierzyć się z faktami.
Poprosił o możliwość zobaczenia córki.
Nie pytał, czy żyje.
Thomas zauważył ten szczegół jako pierwszy.
Camille była obok niego, z aktami przeciwko niej.
Dwóch policjantów dołączyło do nich na korytarzu.
Mężczyzna spojrzał na Thomasa, potem na koszulę Camille, a potem na drzwi, za którymi Léa była przygotowywana do operacji.
„Mówi wszystko, kiedy ją boli. Zmyśla. Jestem jej ojcem. Odzyskam ją”.
Thomas odpowiedział cicho.
„Na razie nikogo nie odzyskasz”.
Wyraz twarzy mężczyzny się zmienił.
Niewiele.
Tylko na tyle, żeby maska się zsunęła.
„Nie masz prawa”.
„Siedmioletnie dziecko zostało znalezione samotne, w poważnym stanie zdrowia, w opuszczonym domu. Notatnik pokazuje kilka wizyt na izbie przyjęć bez dalszych działań”. Prosiła, żeby ci nie pozwolono wracać. Więc tak, mamy prawo zadawać pytania”.
Na korytarzu nikt się nie odezwał.
Noszowy trzymał uchylone drzwi.
Recepcjonistka trzymała słuchawkę w dłoni, mimo że połączenie zostało zakończone.
Matka siedząca przy recepcji ściskała plecak syna.
Światło jarzeniówki brzęczało nad znakiem wyjścia, a ktoś na drugim końcu sali nadal napełniał kubek wodą z kranu.
Nikt się nie ruszył.
Ojciec próbował się uśmiechnąć.
„Robisz z tego wielką aferę. Lekarz kazał nam ją obserwować. To nie moja wina, że wszystkiego się boi”.
Camille otworzyła notes na ostatniej etykiecie.
„Ten wpis wskazuje, że miało być badanie kontrolne. Nigdy do niego nie doszło”.
„Nie miałem czasu”.