Część 2
Thomas znalazł rysunek Lily przyklejony do lodówki czarnym magnesem. Przedstawiał wysoką, patykowatą postać z dużymi uszami, małą dziewczynkę z fioletowymi lokami i ogromne serce między nimi. Pod spodem, krzywymi literami, widniał napis: „Pan T. nie je sam”.
Wpatrywał się w niego przez kilka minut, zanim zdał sobie sprawę, że Elena nie przyszła.
W tamten czwartek kuchnia była wciąż czysta, ale nie pachniała cytryną. Pralnia była pusta. Nie było cichych chichotów ani świecących trampek. Thomas zadzwonił do zarządcy budynku.
„Gdzie jest Elena Parker?”
Mężczyzna zawahał się.
„Proszę pana, myślałem, że pani Margaret już pana poinformowała”.
Thomas poczuł, jak coś twardnieje mu w szczęce.
„Poinformowała mnie o czym?”
„Że pani Parker została zawieszona za niewłaściwe zachowanie”.
Thomas nie odpowiedział. Rozłączył się. Chwycił płaszcz i poszedł prosto do biura Margaret na 38. piętrze głównego hotelu na Manhattanie.
Przeglądała umowy ze spokojem osoby, która zawsze uważa, że wygrała.
„Nie miał pan prawa” – powiedział Thomas od progu.
Margaret podniosła wzrok.
„Miałam obowiązek”.
„To był mój dom”.
„A pan jest moim bratem. Poza tym jest pan prezesem firmy. Wizerunek ma znaczenie”.
Thomas zamknął drzwi.
„Zwolnił pan kobietę, bo jej córka zjadła ze mną kolację”.
Margaret położyła długopis na stole.
„Nie bądź naiwna. Ta kobieta dostrzegła szansę. Gosposia, samotna matka, która weszła w twoje życie z uroczą córeczką. To zwykła manipulacja emocjonalna”.
„Nie znasz jej”.
„Ty też nie. W tym problem”.
Thomas wystąpił naprzód. Margaret przez lata podejmowała za niego decyzje pod pretekstem, że go chroni. Wybierała, których spotkań unikać, które rozmowy kwalifikacyjne odrzucać, które wydarzenia odwoływać, bo „byłoby to niezręczne dla wszystkich”. Przekonała nawet zarząd, żeby pozwolił jej przeglądać ważne umowy przed nim.
„Daj jej z powrotem tę pracę”.
„Nie”.
„Margaret”.
„Nie pozwolę, żeby obcy człowiek zniszczył tę resztkę stabilności, jaka pozostała w tej rodzinie”.
Słowo „rodzina” zabrzmiało pusto.
Wtedy drzwi się otworzyły i weszła Julia, asystentka Thomasa, z teczką w ręku i napiętym wyrazem twarzy.
„Przepraszam, ale to nie może czekać”.
Margaret się obruszyła.
„Jesteśmy zajęci”.
Julia spojrzała na Thomasa.
„Sprawdziłam punkty dostępu do budynku, ponieważ wydało mi się dziwne, że zarządca budynku działał bez twojego bezpośredniego upoważnienia. Znalazłam coś jeszcze”.
Thomas podniósł teczkę.
Zawierała kopie e-maili, raportów bezpieczeństwa i miesięcznych potwierdzeń wpłat. Przez 14 miesięcy Margaret płaciła zarządcy budynku za powiadamianie jej o wszelkich osobistych wizytach Thomasa. Prosiła również o raporty dotyczące jego rozmów telefonicznych, nocnych wyjść i osób, które wchodziły do penthouse’u.
Thomas poczuł, jak ziemia zapada mu się pod nogami.
„Obserwowałeś mnie?”
Margaret zbladła, ale szybko się otrząsnęła.
„Zrobiłam to dla twojego dobra”.
Julia wskazała na kolejną kartkę papieru.
„Nie tylko to. Zablokowała też trzy zaproszenia na imprezy charytatywne, na których pan Whitaker miał mówić o integracji zawodowej osób z niepełnosprawnością słuchu. Odpowiedziała w twoim imieniu, mówiąc, że nie czujesz się gotowy”.
Thomas pamiętał te tygodnie. Pamiętał, jak czuł się bezużyteczny, wyobcowany, jakby świat stale utwierdzał go w przekonaniu, że nie ma dla niego miejsca.
To wszystko przez Margaret.
„Zdecydowałeś za mnie”.
„Ochroniłam cię”.
„Zamknęłaś mnie”.
Po raz pierwszy Margaret nie odpowiedziała od razu.
W tym momencie zawibrował telefon Julii. Spojrzała na ekran i szeroko otworzyła oczy.
„To Elena”.
Thomas odwrócił się do niej.