Były zdjęcia, listy i teczka zatytułowana „Plan majątkowy”.
Valeria je
Zaczęła czytać.
Ernesto przygotował poprawkę do rodzinnego funduszu powierniczego, aby prawnie uznać Elenę za swoją córkę i zapisać jej określoną część swojego majątku osobistego.
Nie przekazywał jej hoteli Ferrer.
Nie usuwał Alejandra.
Po prostu uznawał córkę, którą ukrywał przez dziesięciolecia.
Elena znalazła list zaadresowany do niej.
Ernesto przyznał, że opuścił urodziny, uroczystości ukończenia szkoły i całe lata szkolne z obawy przed skandalem.
Valeria musiała przerwać, gdy przeczytała zdanie:
„Moje milczenie nie może stać się dziedzictwem Alejandra”.
Elena płakała, chowając twarz w dłoniach.
Ale był pewien problem.
Znaleziony dokument był roboczy.
Nie był podpisany.
Potem pojawiła się kolejna notatka.
„Arturo, jeśli nie będę mógł dokończyć tego, co zaczęliśmy, upewnij się, że Elena wie, że to podpisałem”.
Arturo Benítez był byłym prawnikiem Ernesta.
Valerii udało się go namierzyć.
„Widziałem, jak Ernesto podpisuje ostateczną wersję” – potwierdził Arturo przez telefon. „Był całkowicie przytomny”.
„Gdzie jest oryginał?”
„Dostarczono go do biura, które Alejandro wybrał do zajęcia się sukcesją”.
Valeria czuła, że nie może oddychać.
Alejandro wiedział o jej istnieniu.
Zanim zdążyła dokończyć, poczuła skurcz w brzuchu.
Czterdzieści minut później była na izbie przyjęć.
Lekarz mówił o zagrożeniu przedwczesnego porodu, prawdopodobnie spowodowanego wyczerpaniem i stresem.
Pielęgniarka dzwoniła do Alejandro trzy razy.
Nie odebrał.
W tym samym momencie Alejandro jadł śniadanie z Camilą.
Widząc na ekranie nazwę szpitala, zapytała:
„Nie odbierzesz?”
„Valeria zawsze przesadza”.
Camila po raz pierwszy spojrzała na niego inaczej.
Kilka godzin później, gdy skurcze ustały, Arturo zadzwonił ponownie.
Musieli znaleźć kogoś jeszcze.
Martín Salgado, były dyrektor finansowy Ferrer Hotels.
Ernesto dał mu coś przed śmiercią.
Zadzwoniła do niego Valeria.
Martín milczał przez kilka sekund.
„Czy Alejandro wie, że to badacie?”
„Nie.”
„Więc mu nie mów.”
„Co dał ci Ernesto?”
„Zaszyfrowany dysk USB.”
Valeria zamknęła oczy.
„Czy nadal go masz?”
„Tak.”
„Co na nim jest?”
Martín zwlekał z odpowiedzią zbyt długo.
„Dowód na to, co Ernesto obawiał się, że jego własny syn zniknie.”
Następnego dnia Martín podłączył dysk do komputera bez dostępu do internetu.
Pojawiły się dziesiątki plików.
Umowy.
E-maile.
Dokumenty finansowe.
I wreszcie podpisana wersja umowy powierniczej.
Elenę prawnie uznano za córkę Ernesta.
Potem Martín otworzył e-mail od Alejandra.
Valeria przeczytała go w milczeniu.
„Nie rozpowszechniaj tej zmiany, dopóki nie zdecyduję, jak ją rozwiązać”.
Alejandro zawsze znał prawdę.
Ale był jeszcze jeden e-mail.
W temacie widniało imię Valerii.
Data wysłania była trzy miesiące przed Bożym Narodzeniem.
Na długo przed tym, jak odkryła niewierność.
Na długo przed tym, jak znalazła pudełko.
Alejandro zlecił przegląd jej kont, loginów i dokumentów.
Powód: „Przygotowania do ewentualnej separacji”.
Ostatnia linijka sprawiła, że Valeria wstrzymała oddech.
„Nie mów jej o tym, dopóki nie urodzi się dziecko”.
Alejandro nie zaczął jej zdradzać w tamte święta.
Miesiącami planował, jak usunąć ją ze swojego życia.
A Valeria właśnie odkryła, że może być kolejną kobietą, którą jej mąż będzie próbował wymazać.
Część 3
Alejandro przyjechał dwa dni później do tymczasowego mieszkania, które Valeria wynajęła w Mexico City.
Przyniósł białe róże i małe pudełko na biżuterię.
„Zerwałem z Camilą”.
Valeria nie odpowiedziała.
Alejandro otworzył pudełko. W środku była bransoletka, którą podziwiała miesiące wcześniej.
„Pamiętam wszystko, co lubisz”.
To zdanie o mało jej nie doprowadziło do płaczu.
Bo jakaś część jej wciąż pamiętała mężczyznę, który robił kawę, kiedy pracowali do późna, męża, który płakał, gdy w końcu dowiedzieli się, że zostaną rodzicami.
Osiem lat nie zniknęło z dnia na dzień.
„Chcę, żebyś wróciła do domu”.
„Dlaczego?”
„Bo cię kocham”.
Valeria spojrzała na niego.
Alejandro wziął głęboki oddech.
„Tak, miałam romans. Byłam samolubna. Popełniłam błąd”.
„A Elena?”
Wyraz jego twarzy się zmienił.
„Elena to nie twój problem”.
„To twoja siostra”.
„To komplikacja prawna”.
To słowo padło między nimi.
Kompleks.
Tak właśnie postrzegał Elenę.
Tak właśnie zaczął postrzegać Valerię.
Alejandro zniżył głos.
„Niech prawnicy się tym zajmą. Daj mi listy, klucze i wszystkie dokumenty, które znalazłaś”.
Valeria spojrzała na kwiaty.
Bransoletkę.
Łzy męża.
W końcu zrozumiała ich cel.
„Nie przyszedłeś po mnie”.
„Oczywiście, że przyszedłem po ciebie”.
„Gdybym nigdy nie znalazł tego pudełka, czy zerwałbyś z Camilą?”
Alejandro zawahał się.
Chwileczkę.
To wystarczyło.
Valeria zdjęła pierścionek z łańcuszka i włożyła mu go w dłoń.
„Możesz odzyskać dokumenty. Możesz wynająć prawników.”
„Możesz próbować kontrolować firmę. Ale nie możesz już decydować, jaką prawdę wolno mi poznać”.
Twarz Alejandro stwardniała.