Watson wydał z siebie łamiący się dźwięk. „Na ciebie? Nigdy”.
Rowan spojrzał na mnie. „Musiałem tylko wiedzieć, czy jestem niechciany”.
„Nie”. Podszedłem bliżej, a potem się zatrzymałem. „Mogę?”
„Jesteś zły?”
Skinął głową.
Dotknąłem jego policzka dwoma palcami.
Był ciepły, prawdziwy i oddychał.
„Byłeś chciany w każdej chwili, mój chłopcze”.
Wtedy drzwi tarasowe otworzyły się za nami.
Mama weszła z jaskrawą torbą prezentów. „Dawn? Czemu stoisz przed domem? Przyniosłem chłopcom prezenty”.
Był ciepły, prawdziwy i oddychał.
Mama wpatrywała się w Rowana, jakby zobaczyła ducha.
„Dawn” – wyszeptała.
Stanąłem między nią a synem.
„Którzy chłopcy, mamo?”
Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
„Przyniosłeś prezenty dla Riley i Re
Spojrzałem na Watsona. „Potrzebuję starej teczki”.
„Teraz?”
„Natychmiast”.
Poszedł za mną do schowka w korytarzu, podczas gdy na zewnątrz dudniła muzyka.
„Potrzebuję starej teczki”.
Zdjąłem plastikowy kosz i wysypałem szpitalne dokumenty na podłogę w sypialni.
Watson uklęknął obok mnie. „Czego szukamy?”
„Dowodu, że Rowan nie żyje”.
Jego ręce przestały się poruszać.
Znalazłem dokumenty wypisowe Rileya, kartę karmienia Rexa, karty kondolencyjne i kwit pogrzebowy, którym zajmowała się moja matka, bo ledwo stałem na nogach.
„Czego szukamy?”
Ale nie było aktu zgonu. Moja matka zawsze mówiła, że oficjalne dokumenty są bezpieczne w jej ognioodpornym pudełku.
„Watson”.
Spojrzał na puste miejsce w teczce.
„Nic nie ma” – powiedziałem.
Reklama
„Może Peggy go zatrzymała”.
„Oczywiście, że tak”.
Ale nie było aktu zgonu.
Potem znalazłem starą kartę doktora Jeffersona z wiadomością na odwrocie:
„Mam nadzieję, że pewnego dnia pogodzisz się z decyzją podjętą w sprawie Rowana”.
Watson przeczytał ją dwa razy. „Decyzja?”
„Tak właśnie myślałem”.
Spojrzał na skopiowany formularz na łóżku.
Reklama
Chwyciłem kluczyki. „Idziemy do doktora Jeffersona”.
Watson wstał. „Teraz?”
„Natychmiast”.
„Idziemy do doktora Jeffersona”.
***
Doktor Jefferson wyglądał starzej, niż pamiętałem. Jego recepcjonistka próbowała nas powstrzymać, ale uniosłem bransoletkę Rowana.
„Powiedz mu, że chodzi o dziecko, o którym mi powiedział, że nie żyje”.
Reklama
Minutę później, po tym jak recepcjonistka pokazała mu bransoletkę, otworzył drzwi.
Położyłam bransoletkę na jego biurku. „Skąd się to wzięło?”
Wyraz jego twarzy się zmienił.
„Skąd się to wzięło?”
„Skąd to masz?”
„Od mojego syna”.
Spojrzał na skopiowany formularz, który trzymałam w dłoni.
„Chcę dokumentację Rowana” – powiedziałam.
Reklama
„Są pewne procedury, Dawn”.
„To przynieś mi formularz”.
„Dawn, nie mogę o tym rozmawiać bez odpowiednich dokumentów”.
„Chcę dokumentację Rowana”.
„Dobrze. Odpowiedz na jedno pytanie”. Pochyliłam się do przodu. „Czy Rowan zmarł?”
Doktor Jefferson powoli usiadł. „Rowan był w stanie krytycznym”.
„Nie o to pytano”.
Reklama
Splótł ręce. „Po transferze jego stan się ustabilizował”.
Chwyciłam się biurka. „Powiedziałeś mi, że zmarł”.
„Powiedziano mi, że rozumiesz możliwość umieszczenia w ośrodku. Twoja matka powiedziała, że umieszczenie w ośrodku prywatnym zostało już omówione z pracownikiem socjalnym”.
„Rowan był w stanie krytycznym”.
„Przeze mnie?”
Odwrócił wzrok.
To było więcej niż wystarczające.
„Przez moją mamę” – powiedziałem. „Dobrze?”
Głos Watsona się załamał. „Pochowaliśmy go”.
Doktor Jefferson przełknął ślinę. „Twoja matka zorganizowała uroczystość żałobną. Powiedziano mi, że ty i Watson rozumieliście, że nie będzie pogrzebu”.
„Pochowaliśmy go”.