„Proszę pana” – powiedział mężczyzna bez tchu – „potrzebujemy pana teraz w centrali. Zarząd domaga się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia. Akcje spadły o trzydzieści osiem procent od początku wyprzedaży, a kilku inwestorów instytucjonalnych pyta, czy odejście pani Sandoval oznacza, że wie coś, czego nie wie rynek”.
Ricardo chwycił kluczyki do samochodu. „Powiedz im, że idę”.
„To nie wszystko”.
Ricardo z powrotem
ze. „Co teraz?”
„Trzech naszych największych klientów zawiesiło rozmowy o przedłużeniu umowy. Jeden z nich powiedział, że otrzymał dziś rano zawiadomienie, że pani Sandoval nie jest już związana z firmą i że ponownie rozważy swoją współpracę”.
„Którzy klienci?”
„Helios Grid, Atlantic Power i NorthStar Defense”.
Riccardo poczuł mdłości. Same te trzy kontrakty generowały prawie 90 milionów dolarów rocznego przychodu.
„Zadzwoń do nich”.
„Próbowaliśmy. Powiedzieli, że będą rozmawiać tylko z Victorią”.
Riccardo zamknął oczy.
Oczywiście, że tak.
Bo to Victoria poleciała do Teksasu po huraganie, aby pomóc Helios Grid w odbudowie awaryjnej farmy słonecznej. To Victoria spędziła dziesięciogodzinną kolację w Bostonie z sędziwym prezesem Atlantic Power, słuchając jego opowieści o żeglarstwie i jego zmarłej żonie. To Victoria przekonała NorthStar Defense do zaufania startupowi, gdy wszyscy starsi inżynierowie w zespole uważali Ricardo za zbyt aroganckiego, by z nim współpracować.
On zachował tytuł założyciela. Ona zachowała zaufanie.
A zaufanie zawsze było droższe niż technologia.
Podczas gdy Ricardo pędził w kierunku centrum Los Angeles, Victoria była już nad Atlantykiem.
Siedziała w prywatnym odrzutowcu ze skrzyżowanymi nogami, kaszmirowym płaszczem złożonym obok niej i otwartym laptopem na stole. Za oknem chmury ciągnęły się bez końca pod skrzydłem. W środku panowała cisza, z wyjątkiem cichego szumu silników i sporadycznego brzęku lodu w szklance.
Jej prawniczka, Elaine Porter, siedziała naprzeciwko niej, przeglądając dokumenty ze skupionym spokojem kobiety, która pobierała 1200 dolarów za godzinę i była warta każdego centa.
„Transfer do spółki holdingowej z Delaware został sfinalizowany” – powiedziała Elaine. „Twoje konta osobiste są bezpieczne. Wpływy ze sprzedaży trafiły do zagranicznej struktury i krajowego funduszu powierniczego. Po opodatkowaniu i opłatach, masz około 186 milionów dolarów w płynnych aktywach”.
Victoria nie uśmiechnęła się. „A listy do klientów?”
„Wysłane o 8:00 czasu pacyficznego. Uprzejme, profesjonalne, nie do pomylenia. Podziękowałaś im za zaufanie i poinformowałaś, że wkrótce ogłoszą twoje przyszłe interesy biznesowe”.
Victoria skinęła głową. „Dobrze”.
Elaine przyjrzała jej się uważnie. „Rozumiesz, że Ricardo oskarży cię o sabotaż”.
Victoria w końcu podniosła wzrok. „Czy zmusiłam go, żeby przyprowadził swoją ciężarną kochankę do szpitala pod ochroną uzbrojoną?”
„Nie”.
„Czy zmusiłam go do przelania środków firmy na ukryte konta?”
„Nie”.
„Czy zmusiłam go do podpisania dokumentów zarządczych, dających mi wyłączne uprawnienia administracyjne nad systemami relacji z klientami, po tym jak powiedział, że operacje go nudzą?”
Elaine skrzywiła się. „Nie”.
„To niech oskarży”.
Elaine zamknęła teczkę. „Gdzie chcesz najpierw wylądować?”
„Londyn”.
„A potem?”
„Nowy Jork”.
Elaine uniosła brew. „Nie Europa na stałe?”
Victoria wyjrzała przez okno. Przez chwilę jej odbicie w szybie przypominało kobietę sprzed pięciu lat – młodszą, pełną nadziei, nieświadomą, że zdrada często przychodzi z perfumami i kawą.
„Nie” – powiedziała Victoria. „Nie uciekam z Ameryki. Po prostu pozwalam Ricardowi wykrwawić się, zanim wrócę”.
Elaine odchyliła się do tyłu. „Planowałaś to od jakiegoś czasu”.
Wyraz twarzy Victorii pozostał spokojny. „Planowałam to od dnia, w którym znalazłam pierwszy USG w jego schowku”.
Wspomnienie wróciło z okrutną wyrazistością.