— Tomku — wyszeptała. — Ty chciałeś obciążyć nasz dom dla innej kobiety?
Tomasz uniósł dłonie.
— Proszę mnie nie osądzać. Państwo nie wiedzą, jak wygląda moja sytuacja.
— Wiemy coraz więcej — powiedział ojciec.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Tomasz odwrócił głowę jak spłoszone zwierzę.
Mama wstała automatycznie, ale ojciec ją zatrzymał.
— Siedź, Basiu. Ja otworzę.
Do jadalni weszła kobieta w jasnym płaszczu, z aktówką pod pachą. Pani mecenas Rybak, prawniczka moich rodziców. Za nią szedł wysoki mężczyzna w okularach, notariusz, który lata wcześniej prowadził zakup mieszkań.
Tomasz zaśmiał się nerwowo.
— To już sąd rodzinny przy obiedzie?
Pani mecenas spojrzała na niego bez emocji.
— Jeszcze nie. Na razie zabezpieczenie majątku, cofnięcie upoważnień i przygotowanie zawiadomienia.
— Jakiego zawiadomienia?
— O podejrzeniu usiłowania oszustwa.
Tomasz uderzył dłonią w stół.
— Ja jestem jej mężem!
— Właśnie dlatego to będzie szczególnie obrzydliwe w aktach — odpowiedziała pani mecenas.
Usiadła przy stole i położyła przede mną dokumenty.
— Pani Marto, tu jest odwołanie pełnomocnictwa do konta firmowego, które pani podpisała rok temu jako współmałżonka. Tu wniosek o zabezpieczenie udziałów. Tu wezwanie do ujawnienia majątku wspólnego. A tu projekt pozwu rozwodowego z winy męża.
Tomasz patrzył na mnie, jakbym nagle przemówiła obcym językiem.
— Ty to zaplanowałaś.
— Nie. Ty zaplanowałeś. Ja tylko przestałam spać.
Wtedy odezwał się jego telefon.
Na ekranie pojawiło się imię: Alicja.
Tomasz chciał odrzucić połączenie, ale ojciec uśmiechnął się zimno.
— Odbierz. W końcu to rodzinna narada.
Tomasz nie odebrał.
Telefon zadzwonił drugi raz.
Trzeci.
W końcu przyszła wiadomość.
Wyskoczyła na ekranie, bo Tomasz zawsze miał włączone podglądy.
„Załatwiłeś kredyt? Nie będę czekać kolejnych miesięcy. Obiecałeś, że po rozwodzie mieszkanie przy szkole będzie moje”.
Mama wstała od stołu.
Tym razem naprawdę.
— Wyjdź z mojego domu.
Tomasz spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Mamo…
— Nie mów do mnie tak.
Jej głos zadrżał, ale nie pękł.
— Syn nie przychodzi po dom rodziców żony, żeby dać go kochance.
Tomasz spojrzał na mnie.
Jeszcze próbował.
— Marta, popełniłem błąd. Alicja miesza mi w głowie. Ale my możemy to naprawić. Przecież tyle lat byliśmy razem.
— Nie — powiedziałam. — Tyle lat ja byłam z tobą. Ty byłeś z tym, co moja rodzina mogła ci dać.
Wyszedł, trzaskając drzwiami.
Ale to nie był koniec.
To był dopiero początek.
Następnego ranka zablokowałam wszystkie wspólne karty firmowe, do których miałam prawo. Pani mecenas złożyła wniosek o zabezpieczenie dwóch mieszkań, które ojciec kupił nam po ślubie. Notariusz przygotował oświadczenie dotyczące pochodzenia środków. Bank dostał informację, że moja rodzina nie wyraża zgody na żaden kredyt ani hipotekę.
Tomasz dzwonił bez przerwy.
Najpierw błagał.
„Marta, przestraszyłem się. Firma naprawdę ma problem”.
Potem oskarżał.
„Twój ojciec zawsze chciał mnie upokorzyć”.
Potem groził.
„Jeśli mnie zniszczysz, pociągnę cię za sobą”.
W końcu napisał:
„Nie myśl, że Alicja jest głupia. Ona ma lepszego prawnika niż ta wasza wiejska kancelaria”.
Przesłałam tę wiadomość pani mecenas.
Odpisała tylko:
Proszę niczego nie kasować.
Alicja odezwała się do mnie trzeciego dnia.
Nie zadzwoniła. Wysłała wiadomość na Messengerze.
„Marta, nie jestem twoim wrogiem. Tomek od dawna był nieszczęśliwy. Nie można trzymać człowieka przy sobie pieniędzmi”.
Przeczytałam to kilka razy.
Potem odpisałam:
„Masz rację. Dlatego nie będę go trzymać. Ale pieniędzy moich rodziców też nie dostaniesz”.
Zablokowałam ją.