„Mogę” – powiedział Richard. „Twój zarząd się na to zgodził”.
Warunki, kiedy zaakceptowali pakiet ratunkowy, który wynegocjowała Clara.
Jeden z członków zarządu stojących niedaleko jadalni stracił kolor na twarzy.
W końcu schyliłam się – nie po to, by uklęknąć, ale by zebrać fałszywe oskarżenia, które rzucił we mnie Grant. Podniosłam papiery.
„To żałosne” – powiedziałam. „Mój podpis jest błędny na każdej stronie”.
Vanessa skrzyżowała ramiona. „Nikt ci nie uwierzy”.
Spojrzałam na jej naszyjnik. „Uwierzą, jak zobaczą, gdzie poszły skradzione pieniądze”.
Jej pewność siebie zachwiała się.
Grant chwycił mnie za nadgarstek. „Nie wiesz, co robisz”.
Wyrwałam się. „Dokładnie wiem, co robię. Wiem od ośmiu tygodni”.
Osiem tygodni kopiowania plików. Osiem tygodni oszczędzania telefonów. Osiem tygodni uśmiechania się przy śniadaniu, podczas gdy Grant knuł, jak mnie wrobić, rozwieść się ze mną i postawić Vanessę na moim miejscu, zanim przybędą wierzyciele.
Głos Eleanor stał się ostry. „Ty niewdzięczny mały wężu”.
„Nie” – powiedziałam. „Byłam twoją zaporą. A ty po prostu podpaliłaś mnie na oczach świadków”.
Na zewnątrz nadjechał kolejny pojazd.
A potem kolejny.
Członkowie zarządu pospieszyli do okien. Czerwone i niebieskie światła policyjne migotały na bramach rezydencji.
Richard zamknął teczkę.
„Pani Hargrove” – zapytał – „jest pani gotowa?”
Spojrzałam na Granta, a potem na rodzinny portret nad schodami – ten, który zorganizowałam, opłaciłam i wykorzystywałam w każdej kampanii inwestycyjnej, żeby sprzedać kłamstwo o stabilności.
„Tak” – powiedziałam. „Wpuść ich”.