— Nie.
— Czy dobrze widziała pani sytuację z okna?
— Tak.
— Czy jest pani pewna, że to nie było przypadkowe zahaczenie?
Pani Teresa spojrzała na Iwonę.
— Przypadkiem człowiek nie mówi potem, że dziecko musiało dostać lekcję.
To zdanie zostało w sali jak kamień.
Rodzice próbowali dalej.
W postępowaniu opiekuńczym przedstawili mnie jako matkę „nadmiernie emocjonalną”, „izolującą dziecko od rodziny”, „wykorzystującą wypadek do zemsty na siostrze”.
Wtedy mecenas Wójcik rozłożyła przed sądem ich własne wiadomości.
Trzymać jedną wersję.
Trzeba będzie pokazać, że jest niestabilna.
Mam zdjęcia z jej mieszkania.
Sędzia rodzinna czytała je długo.
Potem spojrzała na mojego ojca.
— Czy pisał pan te słowa?
Ojciec poprawił kołnierzyk koszuli.
— Byłem zdenerwowany.
— Pytam, czy pan je pisał.