Pan Green kontynuował, jego głos stał się spokojniejszy.
„Kilka tygodni temu jeden uczeń przyszedł do mnie i zapytał, czy mógłby pomóc w zapewnieniu Norie prawdziwej chwili balu maturalnego. Nie dlatego, że potrzebowała litości. Ponieważ zasługiwała na taką samą życzliwość i szacunek, jak wszyscy inni w tym pomieszczeniu”.
Spojrzał na Jude’a, tylko raz. Nie demaskując go. Po prostu oddając mu hołd.
Jude wrócił do Nory i przykucnął obok jej krzesła.
„Tak wygląda przyzwoitość” – powiedział.
powiedział. „Niektórzy z was powinni robić notatki”.
Potem oddał mikrofon DJ-owi i zszedł ze sceny.
Na sali gimnastycznej zapadła twarda, zażenowana cisza.
Jude wrócił do Nory i przykucnął obok jej krzesła.
„Jeśli nadal chcesz tańczyć” – powiedział cicho – „jestem tutaj”.
Nora roześmiała się przez łzy i skinęła głową.
„Dobrze”.
Stałam na skraju parkietu i patrzyłam, jak Jude znów z nią tańczy.
Muzyka znów się rozbrzmiała, tym razem ciszej. Na początku niewiele osób się ruszyło. Potem pary znów wyszły. Kilkoro dzieci spojrzało na Norę z wypisanym na twarzach wstydem. Jedna dziewczyna z samorządu uczniowskiego przyniosła wstążkę z bukiecika i przywiązała ją do poręczy krzesła Nory, nic nie mówiąc. To było niezręczne. Nieidealne. Ludzkie.
Stałam na skraju parkietu i patrzyłam, jak Jude znów z nią tańczy.
Tym razem nikt mi nie przeszkadzał.
W drodze do domu światła siłowni zgasły za nami w lusterku wstecznym. Nora odchyliła głowę do tyłu, zmęczona w tym głębokim, chorym geście, ale uśmiechnięta.
„Kiedy poprosił mnie do tańca, zapomniałam o zbiorniku”.
„Mamo?”
„Tak, kochanie?”
„Siostrę Jude’a przenieśli na górę w zeszłym miesiącu. Dlatego przez jakiś czas nie było go w szpitalu”.
„Powiedział mi dziś wieczorem” – powiedziała. „Powiedział, że wie, jak szybko życie może zostać ludziom odebrane. Dlatego chciał, żebym poszła z nim”.
Przełknęłam ślinę. „Brzmi jak grzeczny dzieciak”.
„Jest”.
Potem dodała: „Kiedy poprosił mnie do tańca, zapomniałam o zbiorniku. Na chwilę o wszystkim zapomniałam”.
„Przez chwilę znów poczułam się sobą”.
Wyciągnęłam rękę i wzięłam ją za rękę.
„Dobrze” – powiedziałam, choć głos prawie mi się załamał.
Spojrzała na ciemną drogę, która przemykała obok. „Wiem, że nie było idealnie”.
„Nie”.
„Ale to było prawdziwe”. Uśmiechnęła się do siebie. „I przez chwilę znów poczułam się sobą”.
Niebieska sukienka rozpostarła się wokół niej niczym kawałek nieba.
Kiedy wróciłyśmy do domu, pomogłam jej wysiąść z samochodu, z powrotem usiąść na krześle, a potem przeszłam przez drzwi wejściowe, gdzie dom powitał nas tym samym cierpliwym pomrukiem, co zawsze. Ułożyłam ją w łóżku, otuliłam kocem jej nogi i przygasiłam lampę.
W drzwiach obejrzałam się.
Niebieska sukienka rozpostarła się wokół niej niczym kawałek nieba. Jej policzki wciąż były zaróżowione po nocy. Rurka leżała na jej obojczyku i nie wydawała się być najważniejszą rzeczą w pokoju.
„Mamo?” powiedziała sennie.
Wierzyłam, że nawet teraz, nawet tutaj, życzliwość może jeszcze nadejść z czasem.
„Tak?”
„Cieszę się, że pojechałam”.
Stałem tam z ręką na framudze drzwi, próbując utrzymać ją, noc i wszystko, co piękne, wszystko naraz.
„Ja też” – powiedziałem.
I po raz pierwszy od dawna uwierzyłem, że nawet teraz, nawet tutaj, dobroć może jeszcze nadejść z czasem.