„Tak było łatwiej” – powiedziała, przesuwając teczkę po blacie.
Na stypie pan Lasky ze sklepu z narzędziami przytulił mnie, mówiąc: „Ray był dobrym człowiekiem”. Cheryl natychmiast się wtrąciła.
„Dziękuję” – powiedziała wystarczająco głośno, by usłyszeli ją wszyscy wokół nas. „Zawsze dbał o swoją rodzinę. Dopilnuję, żeby wszystko było… w porządku”.
Uśmiech pana Lasky’ego zbladł. Spojrzał na mnie, jakby chciał coś powiedzieć – po czym zamilkł.
Tej nocy poszłam na górę do mojej dziecięcej sypialni.
Kiwałam głową na każde kondolencje, aż rozbolała mnie szyja. Palcami smagałam popękaną tarczę jej zegarka, jakbym mogła cofnąć czas.
Tej nocy poszłam na górę do mojej dziecięcej sypialni i zamarłam w miejscu. Pościel zniknęła.
Otworzyłam szafę – dwa wieszaki kołysały się niepewnie, jakby ktoś mnie pośpiesznie wymazał.
Następnego ranka, gdy tylko ostatni goście wyszli, Cheryl dołączyła do mnie w kuchni.
„Mówiłaś, że nie planujesz zostać” – powiedziała, wycierając blat.
„Potrzebuję tylko kilku godzin. Muszę skończyć pakowanie”.
Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, jak patrzy się na plamę na dywanie.
Jej oczy się zwęziły. „Ten dom jest teraz mój”. I rachunki też. Nic ci się nie należy.
„Nie proszę o nic… poza gitarą taty. Proszę. Tylko tyle chcę”.
Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, jak na plamę na dywanie, po czym zniknęła w garażu. Wróciła, trzymając buty robocze za sznurówki.
Machnęła raz ręką, a one uderzyły o płytki z ciężkim, mokrym hukiem – plamy błota ochlapały moje dżinsy.
„Proszę. Weź jego stare rzeczy. To wszystko, co mu zostało”.
„Te buty zbudowały połowę tego miasta, Cheryl…”
„Więc miasto cię ugościło. Masz trzydzieści minut, żeby się wyprowadzić”.
Tej nocy spałem w samochodzie. I następnej też.
Na piątym piętrze jadłem tanie frytki.
Trzeciego dnia myłem zęby nad zlewem na stacji benzynowej, gdy ktoś walił w drzwi.
Piątego dnia jadłem frytki.
Twoje tanie.
Siódmego przestałem odpisywać na wiadomości i zacząłem liczyć monety.
**
Dwa tygodnie później znalazłem się w toalecie na stacji benzynowej, siedząc na krawędzi pękniętej umywalki z mokrą chusteczką w dłoni.
„Może powinnam cię umyć, mały buciku” – mruknąłem.
Szorowałem tylko, żeby zająć ręce.
Wtedy to poczułem. Coś poruszyło się pod chusteczką.