Rodrigo nie odpowiedział od razu.
Otworzył teczkę ze sprawozdaniami finansowymi rezydencji.
Potem powoli podniósł wzrok.
„Ile czasu minęło, odkąd Rosa Martínez otrzymała pensję?”
Ernesto stracił kolor na twarzy.
„Musi być jakaś pomyłka…”
„Nie pytałem, czy to pomyłka.
Pytałem, ile czasu minęło.”
Administrator przełknął ślinę.
„Trzy… trzy miesiące.”
Rodrigo poczuł, jak coś w nim pęka.
„A kto to autoryzował?”
Ernesto spuścił głowę.
„Po prostu wykonywałem polecenia.”
„Polecenia od kogo?”
Cisza była zbyt długa.
„Mów.”
„Od pani Weroniki.”
Rodrigo podniósł wzrok.
„Moja żona?”
Ernesto powoli skinął głową.
„Poprosiła o osobistą weryfikację wynagrodzeń personelu domowego.”
„Dlaczego?”
„Powiedziała, że chce ciąć koszty.”
Rodrigo uderzył pięścią w biurko.
„Mamy firmy, które generują setki milionów dolarów rocznie!
A ty mówisz, że moja żona postanowiła zaoszczędzić pieniądze, zostawiając pracownika bez jedzenia?!?”
„To nie do końca tak było…”
„To mi to wyjaśnij.”
Ernesto wziął głęboki oddech.
„Pani zaczęła od tego, że to tylko tymczasowa korekta.
Potem kazała wstrzymać niektóre wypłaty.
Następnie poprosiła o anulowanie premii.
Później zawiesiła nadgodziny.
I w końcu…”
Zamilkł.
„Mów dalej.”
„…kazała niektórym pracownikom podpisywać paragony, jakby już im zapłacono”.
Rodrigo poczuł dreszcz na plecach.
„Co ty właśnie powiedziałeś?”
Ernesto powoli otworzył teczkę.
Wyjął kilka kartek papieru.
Położył je na biurku.
„Proszę bardzo”.
Rodrigo podniósł pierwszy dokument.
Na dole wyraźnie było widoczne nazwisko Rosa Martínez.
Obok nazwiska…
Podpis.
Ale to nie był podpis Rosy.
Rodrigo doskonale pamiętał podpisy wszystkich pracowników, którzy pracowali z nim od lat.
Ten był sfałszowany.
Podniósł kolejną kartkę papieru.
I kolejną.
I kolejną.
Było osiem różnych podpisów.
Wszystkie sfałszowane.
Wziął głęboki oddech, żeby zachować spokój.
„Ile pieniędzy brakuje?”
Ernesto zamknął oczy.
„Nie chodzi tylko o pensję Rosy”.
Rodrigo miał złe przeczucie.
„Ile?”
— Ogrodnicy, kucharze, kierowcy, personel sprzątający i konserwacyjny…
Jest szesnastu pracowników, których to dotyczy.
Rodrigo powoli opuścił papiery.
— Szesnastu?
— Tak.
— A ile pieniędzy zniknęło?
Ernesto odpowiedział niemal szeptem.
— Ponad milion osiemset tysięcy pesos.
Zapadła absolutna cisza.
Rodrigo ponownie spojrzał na papiery.
To już nie było opóźnienie administracyjne.
To było oszustwo.
I ktoś wykorzystał do tego nazwę jego firmy.
W tym momencie zadzwonił telefon biurowy.
To była Verónica.
— Kochanie, skończyłaś już spotkanie? Państwo Romero przyjdą dziś wieczorem na kolację. Poprosiłam ich, żeby udekorowali ogród białymi różami.
Rodrigo milczał przez kilka sekund.
—Gdzie jesteś?
—W Antarze.
—Oglądam biżuterię.
—Dlaczego?
„Wracaj natychmiast”.
Głos Veroniki się zmienił.
„Coś się stało?”
„Tak”.
„Muszę z tobą porozmawiać”.