„Oferujemy ci partnerstwo. Równe udziały w firmie. Wróć i zostawmy to nieporozumienie za sobą”.
„Nieporozumienie?” zapytał Alejandro.
„To był niefortunny żart” – powiedziała jego matka. „Tęsknimy za Camilą”.
„Ty za nią nie tęsknisz”. Boją się utraty klientów.
Don Ernesto zacisnął szczękę.
Alejandro wyjął kopertę i położył ją na stole.
„Ja też mam propozycję”.
Ojciec otworzył ją, spodziewając się przeprosin. Znalazł formalną ofertę kupna jego udziałów, przygotowaną przez prawników i rzeczoznawców.
„Jak śmiesz?” – ryknął.
„Śmiem, bo znam firmę od podszewki. Wiem o płatnościach gotówkowych, zmienionych umowach i sfałszowanych rachunkach. Ostrzegałem ich od lat”.
Doña Mercedes zbladła.
W tym momencie zadzwonił telefon komórkowy Dona Ernesto. Na ekranie pojawił się napis: „Księgowa Rosa”.
Odrzucił połączenie.
Alejandro zrozumiał, że coś poważnego zaraz wybuchnie.
Dwa dni później Rosa zadzwoniła do niego z płaczem.
„Alejandro, urząd skarbowy przeprowadzi kontrolę w całej firmie. Twój ojciec próbuje zrzucić winę na mnie”.
W tym samym tygodniu szkoła zadzwoniła z jeszcze gorszą wiadomością: Renata próbowała wyprosić Camilę, twierdząc, że Alejandro to autoryzował.
Wtedy zdał sobie sprawę, że nie chcą już odzyskać firmy.
Chcieli wykorzystać jego córkę, żeby doprowadzić go do bankructwa.
CZĘŚĆ 3
Pierwszą rzeczą, jaką zrobił Alejandro, była ochrona Camili.
Przyjechał do szkoły ze swoim prawnikiem i zostawił pisemne instrukcje: tylko on i Mateo mogli odebrać dziewczynkę. Nikt inny. Ani dziadkowie, ani ciotki, ani kierowcy, ani członkowie rodziny.
Dyrektor przywitał go z poważną miną.
„Dobrze zrobiłeś, przychodząc. Twoja siostra za bardzo nalegała. Powiedziała, że to sprawa rodzinna i że przesadzasz”.
Alejandro podpisywał każdy dokument stanowczą ręką, choć w głębi duszy czuł gniew.
Tej nocy Camila kolorowała przy kuchennym stole, gdy zapytała:
„Tato, czy moja ciocia Renata chciała się ze mną spotkać, bo teraz mnie lubi?”
Alejandro poczuł, że to pytanie ponownie otwiera ranę.
„Nie wiem, kochanie. Ale kochać kogoś nie oznacza pojawiać się, żeby go przestraszyć”.
Camila spuściła wzrok.
„Więc lepiej, żeby nie przychodził”.
W kwietniu nadszedł cios.
Urzędy skarbowe odkryły niezadeklarowane płatności, faktury niemożliwe do uzasadnienia, umowy ze zmienionymi datami i kary ukryte od lat. Rosa, księgowa, która przez ponad 25 lat znosiła krzyki Dona Ernesta, zrezygnowała, zanim zdążyli zrzucić na nią winę.
Przyszła do biura Ruty Clary z pudełkiem akt i opuchniętymi oczami.
„Nie chcę już dłużej ukrywać cudzych sekretów” – powiedziała. „Jeśli dasz mi pracę, nawet jako asystentkę, zacznę już dziś”.
Alejandro zatrudnił ją jako główną księgową.
Z Rosą przyszli kolejni klienci. Ludzie, którzy nigdy nie ufali Don Ernesto, ale ufali jej. Potem pojawili się pracownicy Logística Salvatierra: koordynatorzy, operatorzy, sprzedawcy, pracownicy administracyjni.
Wszyscy mówili coś podobnego:
„Nie chcemy już żyć w strachu przed kolejnym krzykiem”.
W niecałe cztery miesiące Ruta Clara przeszła z małego biura w Del Valle do zajmowania dwóch całych pięter w budynku przy Reformie. Mateo dołączył jako partner operacyjny. Patricia Lozano nadal wspierała ekspansję, ale już nie ze ślepej wiary, ale dlatego, że wyniki były solidne.
Tymczasem Logística Salvatierra rozpadała się.
Renata zaczęła publikować w mediach społecznościowych zawoalowane wiadomości:
„Zdrada zawsze pochodzi od tego, komu najbardziej pomogłeś”.
„Niektóre dzieci dorastają, by zniszczyć swoich rodziców”.
Ale cios, którego się nie spodziewałem, nadszedł.
Nie od jej własnego męża, Mauricio, który poprosił o spotkanie z Alejandro w kawiarni w Polanco.
Przybył z cieniami pod oczami i głębokim smutkiem.
„Rozwodzę się” – powiedział bez ogródek. „To, co wydarzyło się w Nowy Rok, otworzyło mi oczy. Renata uczy moje dzieci, jak wyśmiewać ból innych. Nie pozwolę im dorastać w przekonaniu, że upokorzenie małej dziewczynki czyni je ważnymi”.
Alejandro nie czuł triumfu.
Był smutny.