Po badaniach zebrał się zespół interdyscyplinarny.
Kilku lekarzy zaproponowało różne opcje.
Jedyne, co do czego wszyscy się zgodzili, to to, że przypadek wymaga pilnej operacji i późniejszej dializy.
Decyzja o natychmiastowym włączeniu Ricarda do programu leczenia zależała od ordynatora.
Od Matteo.
Kiedy został sam, długo patrzył na zdjęcie swojej matki, które trzymał w szufladzie.
Zdjęcie zostało zrobione lata po tamtej deszczowej nocy.
Przedstawiało ich oboje śmiejących się przed jego pierwszym uniwersytetem.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Mariana.
— Co postanowiłaś?
Matteo zamknął szufladę.
— Czego oczekuję od każdego lekarza.
Następnego ranka rozpoczęła się operacja.
Matteo nie był głównym chirurgiem.
Celowo wycofał się z zespołu operacyjnego, aby uniknąć konfliktu interesów.
Ale osobiście zorganizował najlepszych specjalistów i monitorował każdy etap leczenia.
Po dziesięciu godzinach operacja zakończyła się sukcesem.
Noga została uratowana.
Kilka dni później Ricardo poprosił o spotkanie z Matteo.
Kiedy wszedł, starzec nie mógł spojrzeć mu w oczy.
— Dlaczego… dlaczego mnie uratowałeś?
Matteo stał nieruchomo.
— Bo jestem lekarzem.
Ricardo wybuchnął płaczem.
— Nie zasługuję na to.
— Prawdopodobnie.
Matteo mówił spokojnie.
— Ale mój wybór nie zależy od tego, jakim byłeś ojcem.
Zależy, jakim człowiekiem i jakim lekarzem chcę być.
Ricardo zakrył twarz dłońmi.