Mąż odszedł do młodszej jedenaście lat temu, zostawił mnie z kredytem i dwójką dzieci. W zeszłym tygodniu zapłaciłam ostatnią ratę za to mieszkanie. Wczoraj zadzwonił i zapytał, czy nie sprzedalibyśmy “naszego” mieszkania, bo on teraz w kłopotach
Potem siedziałam w kuchni i piłam herbatę. Nie świętowałam. Nie dzwoniłam do nikogo. Po prostu piłam herbatę i patrzyłam przez okno na plac zabaw, na którym kiedyś Bartek z Olą jeździli na zjeżdżalni, a ja stałam obok i udawałam, że wszystko jest w porządku.
Wieczorem zadzwonił Bartek, bo mu powiedziałam. Usłyszałam, jak na chwilę zamilkł, a potem powiedział cicho:
– Mamo, jesteś twarda jak skała. Wiesz o tym?
Rozpłakałam się. Dwadzieścia trzy lata wychowywania syna i to było pierwsze zdanie, które mnie naprawdę złamało.
A potem, w środę wieczorem, zadzwonił Darek.
– Jolka, słuchaj, wiem, że to nie jest łatwe – zaczął tym swoim tonem, który znałam aż za dobrze. Ton człowieka, który zaraz poprosi o przysługę i liczy, że go nie odmówisz, bo byliście kiedyś blisko.
– Mów – powiedziałam.
– Słyszałem, że spłaciłaś kredyt. Bartek mi powiedział. Gratulacje, naprawdę.
Milczałam. Czekałam na to, co nadejdzie po “gratulacjach”.
– No i pomyślałem, że może warto byłoby porozmawiać. Bo wiesz, to mieszkanie, formalnie to kiedyś było nasze wspólne, i może gdybyśmy je sprzedali…
– Darek – przerwałam mu – to mieszkanie jest moje. Sąd je mi przyznał. Ty się zrzekłeś.
– No tak, ale wiesz, sytuacja się zmienia. Ja teraz mam pewne kłopoty, Monika odeszła, firma nie idzie, i pomyślałem…
Monika. Ta młodsza. Ta, do której odszedł, gdy Ola chodziła jeszcze do drugiej klasy. Odeszła od niego. Nie wiem, czy powinno mi to sprawiać satysfakcję, ale nic nie poczułam. Kompletnie nic. Jakby mi ktoś powiedział, że w Chinach spadł deszcz.
– Pomyślałeś, że po jedenastu latach, w których nie zapłaciłeś ani jednej raty, zadzwonisz i zaproponujesz sprzedaż mojego mieszkania – powtórzyłam powoli, bo chciałam, żeby sam usłyszał, jak to brzmi.
Po drugiej stronie cisza. Potem westchnięcie.
– Jolka, ja nie mówię, że mam prawo. Ale dzieci…
– Dzieci są dorosłe. Bartek ma dwadzieścia trzy lata i pracuje. Ola kończy studia. Wychowałam je sama, Darek. Nie mów mi o dzieciach.