– Kiedy już wiesz, że nie ukradła pieniędzy.
– Popełniłem błąd.
– Dwa razy.
– Iga…
– Dlaczego nie przeprosiłeś od razu, kiedy zobaczyłeś wiadomość Sebastiana?
Milczał.
– Pytam.
– Byłem w szoku.
– Nie.
Pokręciłam głową.
– Zacząłeś go tłumaczyć.
– To mój brat.
– Wiem.
– Jest w trudnej sytuacji.
– Moja matka jest wdową od pół roku.
– To nie ma związku.
– Dokładnie.
Zrobił się czerwony.
– To czego chcesz?
– Spokoju.
– Wróćmy do domu.
– Nie.
– Iga.
– Nie wracam.
– Przez dwa policzki?
To zdanie zapamiętałam.
– Nie.
– To przez co?
– Przez wszystko, co zrobiłeś przed nimi i po nich.
– Przecież przeprosiłem.
– Nadal mówisz „przez dwa policzki”, jakby problemem było to, że zbyt mocno reaguję.
– To co mam zrobić?!
– Nic.
Otworzył oczy szerzej.
– Chcę rozwodu.
Przez chwilę patrzył, jakby nie zrozumiał słowa.
– Co?
– Rozwodu.
– Oszalałaś.
– Nie.
– Trzy lata małżeństwa wyrzucisz do kosza przez jedną kłótnię?
– To nie była kłótnia.
– Iga…
– Uderzyłeś moją matkę.
– Przeproszę!
– A potem powiedziałeś, że twój brat może brać pieniądze bez pytania, bo jest twoim bratem.
– Nie powiedziałem tak.
– Sens był dokładnie taki.
– Sebastian odda te pieniądze!
– Nadal nie rozumiesz.
Dariusz zacisnął pięści.
– To Sebastian jest teraz winny?
– Za pieniądze? Tak.
– A ja?
– Za uderzenie mamy i za wszystko, co wydarzyło się potem.
– Przecież cię kocham.
Patrzyłam na niego.
– Możliwe.
– To wróć.
– Nie.
– Twoja matka cię nastawia?
Zaśmiałam się.
– Właśnie dlatego odchodzę.
– Co?
– Nawet teraz nie potrafisz uwierzyć, że decyzja może być moja.
Odszedł wściekły.
Dwie godziny później zadzwoniła teściowa, Krystyna.
Nie odebrałam.
Napisała:
„Przyjedziemy wieczorem. Nie rób niczego pochopnie.”
Nie pytała, czy moja matka czuje się dobrze.
Wieczorem rzeczywiście przyjechali.
Krystyna.
Teść.
Dariusz.
I Sebastian.
Mama powiedziała:
– Nie chcę ich w domu.
Spotkaliśmy się więc w małej kawiarni niedaleko.
Sebastian wyglądał na obrażonego.
Usiadł i powiedział:
– Oddam te dwa tysiące.
Spojrzałam na niego.
– Kiedy?
– Po wypłacie.
– Dlaczego wszedłeś do naszego mieszkania bez pytania?
– Darek dał mi klucz.
– Po co?
– Bo czasem go potrzebuję.
– Do czego?
Wzruszył ramionami.
– Normalnie.
Krystyna przerwała:
– Iga, nie rób przesłuchania. Sebastian źle zrobił, przyznał.
– Mama też przyznała?
– Co?
– Moja mama niczego nie zrobiła, a dostała dwa razy w twarz.
Krystyna westchnęła.
– Dariusza poniosło.
– Mamo – powiedział Dariusz.
– No co? Bronię cię.
Potem spojrzała na mnie.
– Mężczyźni czasem mają gorący charakter.
Mama siedząca obok mnie podniosła wzrok.
– Czy pani mąż kiedykolwiek uderzył pani matkę?
Krystyna poczerwieniała.
– Nie mieszajmy.
– Pytam.
– Oczywiście, że nie.
– To dlaczego moja córka ma uznać to za normalne?
Cisza.
Teść odezwał się:
– Dariusz powinien przeprosić.
– Przepraszam – powiedział natychmiast.
Patrzył na mnie.
Nie na mamę.
– Ją – powiedziałam.
Zacisnął szczękę.
Odwrócił się.
– Przepraszam.
Mama popatrzyła na niego.
– Przyjmuję do wiadomości.
Nie powiedziała:
„Wybaczam.”
Krystyna natychmiast się ożywiła.
– No widzicie. Załatwione.
Wyjęłam teczkę.
Położyłam na stole.
Dariusz spojrzał.
– Co to?
– Dokumenty od prawnika.
– Jakiego prawnika?
– Rozwodowego.
Krystyna zamarła.
– Iga!
– Co?
– Naprawdę chcesz rozbić rodzinę?!
Spojrzałam na Sebastiana.
Potem na Dariusza.
– Którą?
– Jaką „którą”?
– Bo przez trzy lata słowo „rodzina” oznaczało dla was głównie Kubiaków.
Otworzyłam notes.
– Gdy Paweł się żenił, daliśmy trzydzieści tysięcy.
Krystyna powiedziała:
– To brat.
– Gdy pani miała operację kolana, przez dwadzieścia dni byłam w szpitalu.
– Byłaś synową.
– Gdy Damian stracił pracę, przez cztery miesiące Dariusz wysyłał mu pieniądze.
– Braci się nie zostawia.
– Gdy Sebastian miał długi za samochód, zapłaciliśmy dwie raty.
Sebastian spuścił wzrok.
– Gdy Dariusz chciał zmienić auto, wyjęłam prawie wszystkie własne oszczędności.
Dariusz powiedział:
– To było dla nas.
– Tak.
Przewróciłam kartkę.