Mąż umarł we wrześniu. Przy zamykaniu lokaty urzędniczka pokazała mi dyspozycję na wypadek śmierci: cały wkład, ponad 60 tysięcy, miał trafić do jego brata. Z tym bratem nie zamienił słowa przez ostatnie czternaście lat
– Nie wiem, czy nienawidził.
– No to w każdym razie go unikał. Pamiętasz komunię Kuby? Tata wyszedł z kościoła, kiedy wujek Leszek wszedł.
Pamiętałam. Komunia Kuby, wnuka siostry Władka, pięć lat temu. Władek wymknął się bocznymi drzwiami i czekał w samochodzie, aż ceremonia się skończy. Powiedział mi wtedy, że zrobiło mu się niedobrze. Uwierzyłam, bo chciałam uwierzyć.
– Może to jakiś dług? – zasugerowała Patrycja. – Może tata był mu coś winien?
To brzmiało logicznie. Ale sześćdziesiąt tysięcy to nie był drobny dług. To były nasze oszczędności z kilku lat.
Przez tydzień chodziłam z tym jak z kamieniem w bucie. W pracy myliłam cyfry w fakturach, w domu siedziałam nad herbatą, która stygła w kubku, i myślałam. O Władku, o Leszku, o czternastu latach ciszy między nimi. O tym, że żyłam z człowiekiem trzydzieści trzy lata i najwyraźniej nie wiedziałam o nim czegoś ważnego.
W końcu zadzwoniłam do Leszka. Numer znalazłam w starym telefonie Władka, w kontaktach – nie skasował go, tylko przemianował na inicjały “L.M.”. Jakby chciał ukryć, ale nie do końca.
Leszek odebrał po trzecim sygnale. Głos miał taki sam jak Władka – niski, trochę chropowaty. Serce mi się ścisnęło.
– Leszek, tu Iwona. Żona Władka.
Cisza. Długa, gęsta cisza.
– Wiem, że Władek nie żyje – powiedział w końcu. – Byłem na cmentarzu. Po pogrzebie. Nie chciałem przeszkadzać.
Był na cmentarzu. Przyszedł, kiedy nikogo nie było, i stał nad grobem brata, z którym nie rozmawiał czternaście lat. To mnie złamało bardziej niż ta dyspozycja.
Spotkaliśmy się w kawiarni w centrum Lublina, tydzień później. Leszek wyglądał starzej niż go pamiętałam – schudł, ramiona miał węższe, włosy zupełnie siwe. Zamówił czarną kawę i przez minutę mieszał ją łyżeczką, nie patrząc na mnie.
– Leszek, Władek zapisał ci pieniądze z lokaty. Ponad sześćdziesiąt tysięcy. Chcę wiedzieć dlaczego.
Odłożył łyżeczkę. Patrzył w okno.
– Bo mi je był winien.
– Za co?
– Za dom rodziców.