„Mamo, jesteś smutna?”
Przykucnęła.
„Trochę. Ale jestem bezpieczna. I ty też”.
Sarah zaprowadziła chłopców do okna z talerzem bułek. Gabriel patrzył, jak odchodzą, jakby każdy krok zabierał mu rok życia.
Élodie wstała.
„Tak. To twoi synowie”.
„Nie dowiesz się bez testu” – warknęła Camille.
„Dokładnie wiem, co mówię”.
Gabriel nie spuszczał wzroku z Élodie.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?”
Pytanie, które wyobrażała sobie przez pięć lat, wylądowało między nimi.
„Próbowałam”.
„Nigdy nic nie dostałam”.
„Wiem”.
Camille odwróciła wzrok. Gabriel to zauważył.
„Wiedziałaś?”
„Wtedy ledwo się znaliśmy”.
„Nie o to cię prosiłam”.
Élodie położyła niebieską teczkę na stole. Gabriel otworzył ją drżącą ręką. Znalazł kopię listu zaadresowanego do Maître Lemaire, potwierdzenie odbioru i wydrukowany e-mail.
„Gabriel, lekarz potwierdził moją ciążę. Nie proszę cię o pieniądze ani obietnice. Proszę tylko o rozmowę, bo masz prawo wiedzieć”.
Opuścił kartkę papieru.
„Nigdy czegoś takiego nie widziałem”.
„Przez długi czas myślałem, że tak. Potem zablokowano mi e-maile, zakwestionowano moją umowę najmu po anonimowej skardze, a sekretarka w klinice zapytała mnie, dlaczego ktoś z twojej rodziny próbuje dowiedzieć się, czy moja ciąża przebiega prawidłowo”.
Gabriel zwrócił się do Camille.
„Czy to byłaś ty?”
„Nie”.
Odpowiedź nadeszła zbyt szybko.
Henri postukał laską o podłogę.
„Ta scena nie ma miejsca w restauracji”.
Gabriel odwrócił się do niego.
„Ona tu pasuje”.
gdziekolwiek prawda w końcu wyjdzie na jaw.
Poprosił gości o wyjście. W ciągu kilku minut pozostali tylko Gabriel, Camille, Élodie, Sarah, dzieci i Henri.
Gabriel położył list przed radnym.
„Wiedziałeś?”
Henry zacisnął dłonie na lasce.
„Wiedziałem, że są jakieś roszczenia”.
„To nie były roszczenia” – odpowiedziała Élodie. „To były dwójka dzieci”.
„Nie chciałam cię urazić”.
„Nigdy nie chciałeś. To nie powstrzymało cię przed krzywdzeniem ludzi”.
Gabriel przewrócił kolejną stronę. Pojawiły się akty urodzenia.
Adrien Gabriel Morel.
Léo Étienne Morel.
Jego palce wylądowały na drugim imieniu Adriena.
„Ty mu dałeś moje imię”.
„Nie chciałem, żeby gorycz towarzyszyła w wyborze imienia dla mojego dziecka”.
Gabriel uniósł dłoń do ust.
Camille mruknęła:
„To i tak niczego nie dowodzi prawnie”.
Sarah odpowiedziała:
„Dzieci nie są błędem proceduralnym”.