Uważał, że to sprawiedliwość.
Uważał, że nikt się o tym nie dowie.
Trzy dni później Emma usłyszała, jak wykonawca rozmawia przez telefon.
„Tak, panie Harrison. Pani Parker była zachwycona nowym laboratorium. Nikt nie wie, że pan za nie zapłacił”.
Emma zamarła.
Tego wieczoru, gdy chłopcy zasnęli, zadzwonił jej telefon.
„Nathan” – odpowiedziała chłodno.
„Emma” – powiedział. „Musimy porozmawiać”.
Spojrzała w stronę drzwi mieszkania.
Prawie jakby już rozumiała, że stoi na dole.
„Wejdź na górę” – odpowiedziała.
Potem jej ton stał się ostrzejszy.
„Ale najpierw coś zrozum.”
„Co?”
„Wciąż nie masz pojęcia, co zrobiłeś.”
CZĘŚĆ 2
Nathan Harrison wchodził do nadmorskich posiadłości w Malibu, penthouse’ów na Manhattanie i sal konferencyjnych, gdzie jedno krzesło kosztowało więcej niż nauczyciel zarabiał w ciągu roku.
Mimo to, mieszkanie Emmy sprawiało, że wydawał się mniejszy niż jakakolwiek inna przestrzeń, jaką kiedykolwiek miał.
Było proste.
Ciepłe.
Pełne życia.
Na lodówce wisiały prace dzieci.
Dwa plecaki wisiały przy drzwiach wejściowych.
Na stole w jadalni piętrzyły się książki naukowe.
Dinozaury.
Planety.
Wulkany.
Astronauci.
Nie było luksusów.
Ale była miłość.
„Chłopcy śpią” – powiedziała Emma, gdy tylko wszedł do środka.
„Nie budzisz ich”.
Nathan skinął głową.
„Nie zadawaj im pytań”.
Ponownie skinął głową.
„I nie stój tam z miną winnego, więc będzie mi cię żal”.
Nathan spuścił wzrok.
Emma stanęła między nim a korytarzem jak bariera.
„Jak długo mnie śledzisz?”
„To nie tak”.
„Nie obrażaj mnie”.
Przełknął ślinę z trudem.
„Prosiłam o podstawowe informacje”.
„Podstawowe?” – warknęła. „Mój adres? Moja szkoła? Moje długi? Plany zajęć moich dzieci?”
„Nasze dzieci”.
Wzrok Emmy stał się lodowaty.
„Nie”.
To słowo uderzyło go mocniej niż policzek.
„Jeszcze nie”.
Skrzyżowała ramiona.
„Nie możesz zniknąć na pięć lat, szastać pieniędzmi jak jakiś miliarder i wybawiciel, a potem pojawić się, nazywając siebie ojcem”.
„Wiem”.
„Nie, Nathan. Nie możesz”.
Jej głos załamał się po raz pierwszy.
„Próbujesz zrozumieć”.
„Wytrzymać pięć lat w pięć dni”.
Nathan usiadł na skraju kanapy.
Nie czuł się godzien dotykać czegokolwiek więcej.
„Myślałam, że pomagam”.
„Kontrolowałeś”.
W pokoju zapadła cisza.
Spojrzał na rysunek na lodówce.
Trzy postacie z patyczków trzymały się za ręce.
Mama.
Ethan.
Noah.
Nie, tato.
Nie było nawet pustego miejsca, gdzie powinna być jedna.
Tylko trzy.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?” zapytał.
Zanim jeszcze skończył, wiedział, że pytanie było niesprawiedliwe.
Emma gorzko się zaśmiała.
„Dowiedziałam się, że jestem w ciąży trzy tygodnie po tym, jak odeszłam”.
Nathan zamknął oczy.
„Na początku myślałam, że może życie daje nam kolejną szansę”.
Przerwała na chwilę.
Potem kontynuowała.
„Potem przypomniałam sobie, co powiedziałaś tamtej nocy, kiedy się rozstaliśmy”.
Nathan poczuł się źle.
„Powiedziałaś: »Nigdy nie chcę mieć dzieci«”.
Schylił głowę.
„Nie mówiłaś, że się boisz”.
Cisza.
„Nie mówiłaś, że potrzebujesz czasu”.
Kolejna cisza.
„Powiedziałaś nigdy”.