Dziwne. Kiedyś go kochałam.
Ale teraz stał przed nią po prostu obcy człowiek.
Maksim stał na progu jeszcze przez kilka sekund, jakby nie mógł uwierzyć, że rozmowa naprawdę się skończyła. Trzymał walizkę w ręku, a na jego twarzy malowało się zdumienie człowieka, który dopiero co uświadomił sobie, że znany świat nagle przestał spełniać jego pragnienia.
„Mówisz poważnie?” – powiedział w końcu, powoli zwracając się do Nastii. Jego głos stał się cichszy, ale i bardziej gniewny. „Po prostu mnie wyrzucisz?”
„Nie” – odpowiedziała spokojnie Anastazja, opierając ramię o ścianę. „Po prostu przestałam udawać, że mam męża”.
Ksenia Pawłowna westchnęła głośno, jak aktorka na scenie prowincjonalnego teatru.
„Więc…” – powiedziała, przeciągając słowa z fałszywym, teatralnym smutkiem. „Ingerujemy w twoje życie. Krewni twojego męża to tylko niepotrzebny ciężar.
„Nie krewni” – sprostowała spokojnie Nastia. „Weksel”.
„Jak śmiesz!” – wybuchnęła teściowa, robiąc groźny krok w jej stronę. „Maksim jest twoim mężem!”
„Na razie” – powiedziała chłodno Nastia. „Ale już pracuję nad naprawieniem tego błędu”.
Maksim nagle upuścił walizkę.
„Tylko wpadasz w histerię!” – oznajmił, rozkładając szeroko ręce. „Jutro się uspokoisz i wszystko wróci do normy”.
„Nie, Maksimie” – powiedziała cicho Nastia. „Nic już nie będzie normalne”.
Ksenia Pawłowna prychnęła pogardliwie.
„Słuchaj! Bizneswoman… Zarabia pieniądze i już wyobraża sobie siebie jako królową.
„Nie” – odparła spokojnie Nastia. „Jestem po prostu osobą, która ma dość płacenia za cudze życie”.
Jej teściowa uśmiechnęła się szyderczo.
— Co za tragedia. Dałaś rodzinie męża kilka rubli.
— Dwieście dwadzieścia tysięcy — wyjaśniła Nastia. — W trzy miesiące.
Ksenia Pawłowna milczała przez chwilę.
Potem nagle zwróciła się do syna.
— Maksimie, naprawdę wziąłeś tyle?
— No cóż… — mruknęła. — To jest rodzina…
Nastia powoli pokręciła głową.
— Rodzina to miejsce, gdzie ludzie sobie nawzajem pomagają. Nie wtedy, gdy jeden pracuje, a inni żyją z niego.
Maksim nagle stracił cierpliwość.
— Wszystko wysadzasz w powietrze!
— Naprawdę? — Nastia wzięła telefon i pokazała jej ekran. — Czterdzieści tysięcy. Dwadzieścia pięć Tysiąc. Trzydzieści. Jeszcze trzydzieści. I to tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni.
Jej teściowa skrzywiła się.
— Więc chłopak pomógł matce… co w tym złego?
— Nic — zgodziła się Nastia. — Poza tym, że to były moje pieniądze.
— Jesteś skąpy! — wybuchnęła Ksenia Pawłowna.
— I jesteś bardzo hojny — odparła spokojnie Nastia. — Zwłaszcza, gdy wydajesz cudze pieniądze.
Maxim nagle zrobił krok naprzód.
— Przestań upokarzać moją matkę!
— Ja po prostu nazywam rzeczy po imieniu — powiedział.
— Zniszczyłeś rodzinę!
Nastia się roześmiała.
Jej śmiech był krótki i zmęczony.
— Maksimie… nie można niszczyć rodziny, której już nie ma.
Mężczyzna milczał przez chwilę.
Po czym powiedział bardzo cicho:
— Po prostu mnie już nie kochasz.
Nastia spojrzała na niego uważnie.
— Miłość nie kończy się z dnia na dzień. Umiera powoli. Kiedy udajesz każdego dnia, że nic się nie dzieje.
Ksenia Pawłowna nagle zatrzasnęła jedne z drzwi od szafy.
— Maksim, przestań słuchać tych bzdur! Szykuj się! Idziemy do mnie.
— Nigdzie nie idę — mruknęła.
— Oczywiście!
— Dlaczego?
Jej matka nagle zniżyła głos.
— Bo cię wyrzuci. I zobaczymy, kto tu rządzi.
Nastia uniosła brwi.
— Ciekawe.
— Tak! — oburzyła się Ksenia Pawłowna. — Zobaczymy w sądzie! Maksym ma prawo do połowy!
— Nie — powiedziała spokojnie Nastia.
— Czemu nie?
?!
— Kupiłam mieszkanie przed ślubem.
Cisza.
Maksim powoli się odwrócił.
— Co?
— Przed ślubem — powtórzył. — Dokumenty są u prawnika.
Ksenia Pawłowna zbladła.
— Maksymie… wiedziałeś o tym?
— Nie — powiedziała cicho.
Nastia uśmiechnęła się drwiąco.
— Jest wiele rzeczy, o których nie wiesz.
Jej teściowa nagle podniosła torbę.
— Maksymie, chodźmy.
Mężczyzna się nie ruszył.
Spojrzał na Nastię, jakby widział ją pierwszy raz.
— Naprawdę to zrobiłeś? — zapytał cicho.
— Tak.
— Złożyłeś pozew o rozwód?
— Tak.
Maksym przetarł twarz dłonią.
— Nawet nie próbowałeś ze mną rozmawiać.
Nastia długo na niego patrzyła.
— Gadałam przez dwa lata.
Ksenia Pawłowna stała już w drzwiach.
— Maksym, chodź!
Podniosła walizkę.
Ale zatrzymała się tuż przed wyjściem.
— Pożałujesz tego — powiedziała cicho.
— Możliwe — odpowiedziała spokojnie Nastia. — Ale na pewno nie dzisiaj.
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
W mieszkaniu nagle zapadła cisza.
Nastia powoli odetchnęła.
Jej ręce nagle zaczęły drżeć.
Usiadła na krześle w kuchni.
I dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo jest zmęczona.
Dwa lata.
Przez dwa lata dźwigała wszystko na własnych barkach.
Pracę.