„A ten papier?” Zapytałam.
„Cały ten nastrój wokół tego”.
Przyjrzałam mu się uważnie. Był wysoki i spokojny.
„Cóż, kosztowało mnie to piętnaście lat” – powiedziałam.
„Wygląda elegancko”.
Wyraz jego twarzy się zmienił. „To brzmiało mniej jak żart, niż chciałaś”.
„Zawsze jesteś taka spostrzegawcza wobec obcych?”
„Tylko tych, którzy gapią się na zaproszenia ślubne, jakby mieli ugryźć”.
„Mój były mąż jutro się żeni” – wyznałam.
„Zaprosił cię?”
„Tak. Ethan lubi wyglądać hojnie w miejscach publicznych”.
„A w prywatności?”
Ucięłam łyk wina. „W prywatności powiedział mi, że przeze mnie czuje się wewnętrznie martwy”.
„Mój były mąż jutro się żeni”.
Mężczyzna zacisnął szczękę. „Jestem Vincent”.
„Leah”.
Skinął głową na zaproszenie. „Idziesz?”
„Przyleciałam tutaj”.
„Nie o to prosiłam”.
„Nie” – przyznałam. „Przylatywanie tutaj było słabością. Ale wejście tutaj byłoby szaleństwem”.
Vincent uśmiechnął się lekko. „Może nie powinnaś wchodzić sama”.
„Nie o to prosiłam”.
Wpatrywałam się w niego. „To dziwna oferta od mężczyzny, którego dopiero co poznałam”.
„I tak muszę iść na ślub” – powiedział. „Też zostałem zaproszony”.
„Panna młoda czy pan młody?”
Spojrzał na swoją szklankę. „Obowiązki rodzinne, Leah”.
Powinienem był zapytać o więcej. Zamiast tego wyobraziłem sobie Ethana rozglądającego się za mną po sali, samotnego z tyłu, wciąż odgrywającego zranioną byłą żonę.
„Byłby rozczarowany, gdybym przyszła zadowolona” – powiedziałam.
„Obowiązki rodzinne, Leah”.
Vincent podniósł zaproszenie, przeczytał liścik i schował je z powrotem.
„W takim razie może potrzebujesz przekonującej randki”.
***
Następnego wieczoru stałam przed salą balową z ręką na ramieniu Vincenta.
Moja czarna sukienka była prosta. Moja szminka była czerwona, bo Ethan mawiał, że to „desperackie”. Dłonie mi się trzęsły, więc zacisnęłam je w pięści i mimo wszystko się uśmiechnęłam.
„Ostatnia szansa” – powiedział Vincent.
Moja czarna sukienka była prosta.
„Uciekać?”
„Wybrać siebie, Leah”.
To mnie prawie załamało.
Ethan sprawił, że każdy wybór był jak test. Vincent sprawił, że ten był jak mój.
Uniosłam brodę. „Chodźmy”.
Drzwi się otworzyły i wszystkie głowy przy wejściu się odwróciły.
Znalazłam Ethana śmiejącego się przy wieży szampańskiej. Wtedy mnie zobaczył.
Ethan sprawił, że każdy wybór był jak test.
Uśmiech pozostał, ale reszta jego osobowości się zmieniła.
Jego ramiona się zesztywniały, a twarz zbladła.
Zanim zdążyłam się tym nacieszyć, kobieta w sukni w kolorze kości słoniowej ominęła go.
***
Sienna była ładniejsza niż na zdjęciach. Wyglądała też na zdenerwowaną.
Jej wzrok przesunął się ze mnie na Vincenta, a jej uśmiech zniknął.
„Vince?”
Ramiona Vincenta zesztywniały pod moją dłonią.
Sienna była ładniejsza niż na zdjęciach.
Spojrzałam na niego, a potem na Siennę. „Rodzinne obowiązki?”
Wypuścił powietrze przez
nos. „Moja siostra”.
Sienna mrugnęła do mnie. „Przyszliście razem?”
„Spotkaliśmy się wczoraj wieczorem” – powiedziałam.
„Wczoraj wieczorem?”
Ethan szybko się poruszał, wślizgując się między nas z uśmiechem zbyt szerokim, by mu zaufać.
„Leah” – powiedział. „Nie sądziłem, że naprawdę przyjdziesz”.
„Przyszliście razem?”
„Zostałem zaproszony”.
„Oczywiście”. Jego wzrok powędrował na Vincenta. „Miałem tylko nadzieję, że to nie będzie dla ciebie zbyt trudne”.
„To miłe z twojej strony” – powiedziałam.
Jego usta drgnęły.
Sienna dotknęła rękawa Vincenta. „Czemu mi nie powiedziałeś, że ją przyprowadzisz?”
„Nie wiedziałem do wczoraj” – powiedział Vincent.
„Wiedziałeś, kim ona jest?”
„To miłe z twojej strony”.
Spojrzał na Ethana. „Nie od razu”.
Ethan zaśmiał się zbyt głośno. „Mały świat, prawda?”
Vincent się nie uśmiechnął. „Znacznie mniejszy, niż się spodziewałaś”.
Sienna zmrużyła oczy. „Ethan?”
Dotknął jej talii. „Kochanie, ludzie czekają”.