„Proszę pani, czy mamy wezwać policję?”
Claire odwróciła głowę w stronę rodziców.
Monique płakała, ale nie wstała. Gérard wpatrywał się w swój talerz.
W końcu wstali. Claire poczuła, że serce mimowolnie skłania się ku nim. Jej matka podeszła i spojrzała na ślad na jej policzku. Jej ręka drżała.
Ale potem zwróciła się do Antoine’a.
„Przepraszamy” – mruknęła. „Claire zawsze była trudna”.
Gérard dodał cicho:
„Nie ma sensu pogarszać sytuacji. Kobiety mają porywczy temperament”.
Wyszli z sali, nie dotykając córki.
Antoine natychmiast odzyskał pewność siebie. Sięgnął po kieliszek szampana i zaśmiał się.
„Jaką macie tu dobrze wychowaną rodzinę. Nadal potrafią szanować ważne rzeczy”.
Kilku gości spuściło głowy. Inni udawali, że patrzą w telefony. Nikt nie wstał.
Claire wsunęła rękę do kieszeni. Pod obrusem wysłała Marguerite jednowyrazową wiadomość.
„Teraz”.
„Usiądź” – rozkazał Antoine. „Zrobiłaś z siebie niezłego głupca”.
„Nie”.
Trzasnął szklanką tak mocno, że aż zadrżała.
„Chcesz drugą lekcję?”
Jej ręka znów poszybowała w górę.
W tym momencie drzwi restauracji się otworzyły.
Obcasy stuknęły o marmur z zimną precyzją. Weszła Marguerite Chen, nienagannie ubrana w czarny garnitur, a za nią Diane Vasseur, komisarz policji, fotograf na zlecenie i dwóch funkcjonariuszy w cywilu, którzy zostali już powiadomieni przez kierownictwo.
Cała sala zamarła. Tym razem cisza nie była tchórzostwem. To była cisza strachu.
„Panie Delmas” – powiedziała Marguerite. „Radzę panu opuścić rękę”.
Antoine się odwrócił. Cała jego twarz zbladła.
„Panie Chen… to prywatne przyjęcie”.
„Nie” – odpowiedziała Diane Vasseur, robiąc krok naprzód. „To lokal publiczny, pełen świadków, z monitoringiem i trwającym śledztwem. To, co się właśnie wydarzyło, jest wszystkim, tylko nie sprawą prywatną”.
Antoine cofnął się.
„Sprowokowała mnie”.
Marguerite wyjęła telefon.
„Dyrektor już przesłał nam nagranie. Widać na nim pańską żonę mówiącą spokojnie. Potem widać, jak ją pan bije. Czy ktoś tutaj chce twierdzić inaczej?”
Nikt się nie odezwał.
Antoine rozejrzał się za członkami zarządu, inwestorami, przyjaciółmi. Nagle bardzo zajęci byli unikaniem jego wzroku.
„Dlaczego pan tu jest?” – wyszeptał.
Marguerite uśmiechnęła się szorstko.
„Żeby uczcić nominację”. Rzadko przegapiam ogłoszenie o nowym partnerze.
Antoine zamrugał.
„Partner?”
Marguerite zwróciła się do Claire.
„Maître Morel, czy zechciałby pan sam to ogłosić?”
Sala wstrzymała oddech.
Claire wciąż czuła ból na policzku, ale jej głos brzmiał wyraźnie.
„Od poniedziałku jestem partnerką w Chen, Dufour & Associés”.
Między stolikami rozległ się szmer.
Antoine wpatrywał się w nią, jakby właśnie przemówiła w obcym języku.
„Niemożliwe. Pani… pani ledwo zarabia…”
„W zeszłym roku zarobiła dla firmy 14 milionów euro” – przerwała Marguerite. „Jej pensja zasadnicza znacznie przekracza pani deklarowane dochody. Jej premie również”.
Antoine odwrócił się do Claire, a w jego oczach mieszały się nienawiść i panika.
„Skłamała mnie pani”.
„Nie” – powiedziała Claire. „Przeżyłam cię”.
Diane Vasseur podała mu grubą kopertę.
„Panie Delmas, oto wezwanie do sądu rozwodowego, wniosek o nakaz ochrony, wniosek o władzę rodzicielską i zakwestionowanie pańskich obraźliwych klauzul dziedziczenia”.
„Nie ma pan prawa”.
„Tak”, odpowiedziała Diane. „A pańskie dzisiejsze działanie, w obecności innych, zmienia absolutnie wszystko”.
Antoine chwycił papiery i przesunął po nich drżącą dłonią.
„Dom pozostaje mój”.