Wzięłam głęboki oddech.
O 9:58 Marcelo podszedł do mnie na korytarzu.
„Clara, kiedy wejdziemy, nie kłóć się z nimi”.
„Nie będę się kłócić”.
„Co zamierzasz zrobić?”
Wygładziłam białą marynarkę.
„Będę patrzeć, jak podpisują swój własny wyrok śmierci”.
Wtedy otworzyły się drzwi windy.
Najpierw wysiadło dwóch policjantów śledczych.
Za nimi szła urzędniczka prokuratury z nakazem w ręku.
A na końcu korytarza, za szybą kancelarii notarialnej, zobaczyłam Juliana unoszącego szklankę kawy i wznoszącego toast z Renatą na stole, na którym leżały papiery.
Pióro już trzymał w dłoni.
A tuż przed złożeniem podpisu zobaczył, jak wchodzę.
CZĘŚĆ 3
W kancelarii notarialnej zapadła cisza.
To było eleganckie biuro w Lomas de Chapultepec, z kremowymi ścianami, szklanym stołem i pięknym widokiem na miasto. Stały tam tace z pieczywem, szklanki soku, świeżo parzona kawa i małe ciastko z napisem wypisanym czekoladą:
„Nowy początek”.
O mało się nie roześmiałam.
Julián siedział na czele stołu, ubrany w czarny garnitur, który podarowałam mu z okazji rocznicy. Obok niego stała Renata w czerwonej sukience, z idealnymi ustami i pewnością siebie, która zniknęła w chwili, gdy mnie zobaczyła.
Doña Elvira odłożyła widelec.
„Co ona tu robi?”
Paola gwałtownie wstała.
„Clara, to prywatna sprawa”.
Don Arturo spojrzał na Juliana, szukając instrukcji.
Julián próbował odzyskać uśmiech.
„Clara, już rozmawialiśmy. Nie możesz tu przychodzić i robić scen. Masz 48 godzin na zabranie swoich rzeczy”.
Weszłam bez pośpiechu.
Marcelo szedł za mną.
Na jego widok Renata zbladła.
„Marcelo…”
Nawet na nią nie spojrzał.
Prokurator podszedł do stołu.
„Dzień dobry. Nikt nie dotyka dokumentów”.
Julian wstał.
„Kim jesteś?”
Ted?
Jeden z funkcjonariuszy pokazał legitymację.
„Policja śledcza. Jesteśmy tu z powodu zgłoszenia oszustwa, fałszerstwa dokumentów, kradzieży tożsamości i prania brudnych pieniędzy”.
Elvira westchnęła.
„To szaleństwo! Mój syn to szanowany biznesmen!”
Spojrzałam na Juliana.
„Podpisałeś już?”
Zacisnął szczękę.
„Nie masz pojęcia, co robisz”.
„Mam całkiem jasne pojęcie”.
Renata próbowała sięgnąć po torebkę.
„Nie mam z tym nic wspólnego”.
Marcelo w końcu się odezwał.
„Renato, twoja firma-wydmuszka otrzymała 3 miliony pesos z konta osobistego Clary i miała dziś otrzymać kolejne 9 milionów. Wiadomości przyszły z naszego tabletu. Faktury są na twoje nazwisko. Rejestracja firmy też”.
Renata otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
Julián uderzył pięścią w stół.
„To nie dowodzi fałszerstwa! Clara to podpisała. To jest poświadczone”.
Urzędnik uniósł teczkę.
„Gabriel Montes, asystent notariusza, został aresztowany 40 minut temu. Zeznał już, że otrzymał od pana 200 000 pesos za poświadczenie sfałszowanego podpisu”.
Juliánowi posmutniała mina.
To nie był natychmiastowy strach. To było coś wolniejszego. Jak elegancki mur pękający od środka.
„To kłamstwo”.
„Przekazał mu również wiadomości, w których wysłał mu pan kopię dowodu osobistego żony, instrukcję podrobienia podpisu i dowód zapłaty”.
Paola wyszeptała:
„Julián…”
Zdesperowany odwrócił się do rodziny.
„Nie mów nic”.
To zdanie przypieczętowało ich los.
Doña Elvira zaczęła płakać, ale nie z żalu. Płakała jak ludzie, którzy zdają sobie sprawę, że świat się przeciwko nim odwrócił.
„Klaro, córko, to da się naprawić” – powiedział, podchodząc ze splecionymi dłońmi. „Jesteśmy rodziną”.
Spojrzałam na nią.
„Dwadzieścia cztery godziny temu nazwałaś mnie utrapieniem”.
„Byłam zdenerwowana”.
„Dwadzieścia cztery godziny temu przyszłaś z kartonami, żeby wyrzucić mnie z domu, który również należał do mnie”.
„Nie wiedzieliśmy…”
„Tak, wiedziałaś”.
Nie podniosłam głosu. Nie musiałam.
„Wiedziałaś, że Julián zabrał moje oszczędności. Wiedziałaś, że Renata wejdzie do mojego domu. Wiedziałaś, że chcesz mnie upokorzyć, zanim zdążę się bronić”.
Don Arturo próbował przemówić.
„Klaro, proszę. Pomyśl o nazwisku”.
„Myślałem o nazwisku przez jedenaście lat. Ty myślałeś o moich pieniądzach”.
Funkcjonariusz podszedł do Juliana.
„Julián Salgado, jesteś aresztowany”.
Renata zaczęła płakać.
„Nie! Nie wiedziałam, że podpis jest sfałszowany!”
Marcelo zaśmiał się krótko i bez radości.
„Wczoraj napisałeś: »Niech Clara spróbuje to udowodnić na ulicy«. Mam zrzut ekranu”.
Renata zasłoniła twarz.
Funkcjonariusze zakuli Juliana w kajdanki na oczach jego matki. Metaliczny dźwięk kajdanek był cichy, ostry i zdecydowany. Ledwo się opierał.
„Clara, posłuchaj mnie” – powiedział, teraz już bez arogancji. „To był błąd. Byłem zdezorientowany. Renata mną manipulowała”.
Renata podniosła głowę.